— Życzę go panu, jeżeli z poczuciem samego siebie od śliskich uścisków wielkiej ośmiornicy, czyli współczesności, chcesz się wywinąć.

— Za twoim przykładem roztoczyć mam wdzięki kosmicznych wpływów nad rzeczywistością? Mamże spreparować kilka kawałów, jak katastrofa niby budowlana, śmiertelny upadek niani Praksedy, jak dzieciąt otrutych okrągły tuzin, potworna masakra tłumów pogrzebowych, a na zakończenie i bez dodatku, krwawa awantura czerwonoskórych ze strażą ogniową, ze straganiarkami i z harcerską młodzią?

— Przepraszam bardzo, jak pan dyskutuje? Hrabia nie upraszcza, lecz prostaczkuje, czyli raczkuje racjonalistycznie po dancingowych wypadków płaszczyźnie. Pod moje myślenie nie można zajeżdżać platformą trzęsącą, jak pod magazyn jakiś kolejowy albo portowy, by potem się chełpić, że w sprawach kosmicznych jest tak, jak w życiu, że urządzono wszystko gustownie i bardzo solidnie, że skrzynie i wory, pełne drogocennych wzorów wyobraźni, wyładowano i umieszczono po cenach przystępnych w sklepach mieszczańskich. Rzeczywistości marny piaskowiec rąbiąc czekanem mojej fantazji, nie mogę dłonią chwytać odprysków, które trafiają niebacznych przechodniów i niejednemu guza wywalą. Stara historia: nie ma twórczości bez nielogicznych, bolesnych ofiar. Wasza mość hrabiowska nie raczy pamiętać, dokąd ja zmierzam. Przechodzień jestem przez bulwar powszechny, bardzo się śpieszę i mimo woli gdzieś kogoś potrącam. Z perspektywy żabiej wprost nie wypada odmierzać mych czynów ani też ganić. Ludzi niewłaściwych do moich przedsięwzięć chętnie dobieram, bo każdy z nich stwarza pospolitości pozory potrzebne, przekonywujące. Przy transcendentalnych, górnych aferach jest nieoceniony taki balast ziemski. Na wszelki wypadek od katastrof nagłych jam ubezpieczony i na nieszczęściu nie mogę stracić, lecz dobrze zarobić. Ci, którzy chcą ginąć przez nieuwagę lub zapalczywość, miech sobie skandali, ile chcą, płodzą. Ja ich nie powstrzymam. Lubię bez wyjątku wszystkich mych partnerów i każdego cenię. Trudno zaprzeczyć, że cały zespół dziwną bandę tworzy, na ogół przykrą i napastliwą. Jak to powiada łacińska sentencja? Singuli canonici boni viri, sed capitula mola bestia.1062 Tak w społeczeństwie dzieje się każdym i nie inaczej przedstawia się u mnie.

— Daj dojść do słowa, uparty bufonie! Ta konstruktywna twoja pierdółka1063 już na mnie nie działa. Jak handlarz starzyzny, sprzedajesz kmiotkowi zniszczoną czapę, szwy potargane w konwulsyjnej łapie ukrywasz chytrze i skrzeczysz nieznośnie: „Gdzie, jaka dziura? Po co dziura, komu i kto ją widział?”. Takie bujanie już mnie nie stropi. Zbyt łatwy teren do eksploatacji torfowisk głupoty wybrałeś sobie, bym puścił ci płazem wybryki bezczelne. Pośród tysięcy rozrechotanych, powszednich problemów poruszyłeś tłumy religijnymi ekstrawagancjami tylko dlatego, że metafizyczno-kosmiczne instynkty zamierały właśnie. Puściłeś prysznic i one odżyły, jakkolwiek ochoty do tej prolongaty wcale nie miały. Twój byczy biznes rozszerzyłeś sprytnie ma ludzkie cielęta i ina krowy ludzkie. Przy tej sposobności sporo nudy spławiasz i marienbadzką1064 odbywasz kurację, odtłuszczającą brzuszydło miliardów. Złoty interes takie niecne kpiarstwo, pseudoreligijne i wszechświatowe. Szaleństwami twymi nadwątlone kabzę umiesz dopełniać z sowitym naddatkiem. Gdzie tylko się uda, wszędzie zarabiasz, na wszelkiej świętości, na każdej błahostce i na brudzie każdym. Ale będzie rumor, kiedy wreszcie władze każą ci paluszki położyć na stół!

— To wykluczone! Najbardziej wpływowe i napuszone rządy od dawna są po same uszy u mnie zadłużone. Budżetu nie sklei dziś żaden parlament bez mojej pomocy. Niech mi się tylko powinie noga, a zgraja banków najpotężniejszych wraz ze mną runie. Imperializmami, jak chcę, kieruję i demokracji udzielam jałmużny.

— Zabójcze fetory nieokrzesanego dorobkiewicza.

— Galicyjski hrabia musi zazdrościć amerykańskiego szczęścia dzieciakowi! Chcę pana już dobić i kilka fragmentów mych interesów podam na przynętę. Miesięczne dochody z Dancingu wynoszą przeciętnie sześćdziesiąt milionów złotych pesedów. Liczna ma flota jest czynna obecnie, jak nigdy przedtem. Me łodzie podwodne z Havemeyera transportowcami, w drodze powrotnej z Wyspy Zapomnienia do Stanów Północnych potworne ilości wódek i absyntu lada dzień dowiozą, celem złamania hermafrodytyzmu prohibicyjnego. Siedemset dwadzieścia tysięcy dolarów zarabiam na czysto na tym zgrabnym szmuglu. Z Bombaju dostawiam do Europy małp milion trzysta, których gruczoły zanikającą tężyznę płciową intelektualistów rychło odmłodzą trafną metodą pana Woronowa1065. Dostarczam bawełny, gumy, sucharów, kakao i opium. Gdybyś był grzeczny i nadal ze mną pogodnie pracował, mógłbym ci odstąpić udzialik skromny przy wielkiej dostawie granatów ręcznych dla meksykańskich powstańców naftowych. Dziś jeszcze w Kadyksie podpiszę umowę z Sowietów agentem o przewiezienie trzystu baterii dział szybkostrzelnych ze szczecińskiego portu. Niemcom potrzebne są różne surowce do fabrykacji gazów trujących w odwetowej sprzeczce z ententą zmiętą.

— Na żadne draństwo nie pójdę z tobą, choć wcale nie wątpię, że zachowujesz ideologię magnatów kupieckich i że prawowiernym kompanem jesteś zaszczytnie znanych i zasłużonych prima-nababów. Wszystko, co mówisz, w niczym mnie jeszcze nie przekonało, że zmysł kosmiczny obudzić zdołałeś u kogokolwiek, że okupiłeś matactwa twoje jakiejś nowej ery, twórczej, historycznej, udaną szczepionką.

— Rozprawiasz ze mną tak po sztubacku, a tak wyniośle, jak gdybym się wsławił jako nagłupek1066. A ja mam prawo twierdzić stanowczo, że wpływy roboty poczętej w Toledo sięgają daleko, wywołują cuda. Pierwszy przykład z brzegu, najcodzienniejszy. Na dzisiaj wieczór zapowiedziałem w dancingu bankiet zaręczynowy dla Havemeyera w zamkniętym gronie stu delegatów. W ostatniej chwili musiałem ze świtą lecieć do Kadyksu, a równocześnie zauważyłem, że uroczystość oficjalna, sztywna, w białą gorączkę gotowa wpędzić rozjuszonego obłędną zazdrością pana baletmistrza. Nie było rady. Zaproszonym gościom kazałem oznajmić, że gospodarze będą nieobecni i że ich zastąpią filmowe zdjęcia tych drogich postaci oraz że oracje okolicznościowe wypowie za nich parlofon1067 wierny, nowo narodzony. Sami usiedli do stołu z Gouzdrezem, miauczeli z zachwytu, a z wielkiej wdzięczności chcieli całować nas obu po rękach.

— Widziałem, zbawco. Pałaszowali, aż uszy się trzęsły. Byli bardzo głodni, boś ich wypościł.