— A więc przyznajesz, że umiem skutecznie wygrywać akordy na harmonijce psychiki ludzkiej? Nic lepiej nie świadczy o moich wpływach, jak posłuszeństwo i płaska uległość tysięcy pątników, którzy przybyli z całego globu na kongresowe moje wołanie. Mógłbym ci przytoczyć sto innych przykładów wiernopoddaństwa i zrozumienia wobec mych nakazów. Wybieram na dowód jedną ilustrację niesamowitą, szczególnie ciekawą, Nie wiesz zapewne, że dzisiaj w Kadyksie akt hołdu składam dwóm dziwnym istotom, które leżą chore w miejskim szpitalu. Zabawna historia. Gardło mi wyschło od tego paplania. Znasz ginger ale1068? Niech no papież poda nam dwie butelki z sekretarzyka. A w neseserze mam zapakowane na zimno dwa udka, spreparowane jako smakołyki z kurasów stepowych, czyli prairie chicken1069. Doskonała pora, aby się pożywić, tym bardziej, że nie wiem, czy z wami pojadę na podwodny bankiet. Otóż posłuchaj. Do mego dancingu w Toledo jechały na wspólnym pokładzie jednego okrętu, który przed miesiącem wypłynął z Sidney, dwie ciche gracje1070 w podejrzanym wieku. Starsza, Angielka, imieniem Letycja, po mężu Pijmlico, już w osiemnastej wiośnie żywota nagle owdowiała i od tej chwili, zapewne pod wpływem bolesnego ciosu, ugrzęzła cała w płytkiej teozofii. Ślub uczyniła, że nigdy odtąd żadnemu mężczyźnie nie da się dotknąć i że wyobraźnię będzie umartwiała gnębieniem wizji męskiego ciała. Dla zagipsowania zwichniętej cnoty i wytrenowania zaziemskich walorów publicznie przyrzekła salonom mody, że przez całe życie, co dzień w innej sukni, na klęczkach będzie błagała Boga o wybawienie od utrapienia współczesnej kultury. Po takiej modlitwie zużytego stroju powtórnie nie wtłoczy na więdnącą kibić. I dotrzymała, czego dowodzą rachunków stosy od krawców, krawcowych. Z pełną pięćdziesiątką na kościstym grzbiecie wyruszyła do nas. Niech więc pan policzy: lat z górą trzydzieści codziennie niewiasta do szafy po jednej sukience chowała, co w sumie wynosi dziesięć tysięcy dziewięćset pięćdziesiąt modelów cacanych. Tę całą fortunę, to strojne archiwum wlokła ze sobą pani Letycja, w niezliczonych kufrach, pudłach, sakwojażach. Niezwykła kobieta zawarła znajomość, już na okręcie, czyli podczas drogi, z wściekłą Holenderką o krwi zbełtanej przez Papuasów, czy przez Malajów, panną Małgorzatką, z domu van Wouchers, przed laty czterdziestu gdzieś tam zrodzoną, jeśli się nie mylę, w Buitenzorgu. W trzynastej wiośnie już się puściła, a potem była rozpustnicą, znaną z przewrotności płciowej w centrach wybitnych Zjednoczonych Stanów oraz Europy. Najgłośniejszy występ tej ladacznicy, komentowany we wszystkich piśmidłach, był jednoroczny w Meksyku pobyt nad jeziorem Chalco. Wśród pływających skryła się ogrodów jako nałożnica znanego jerocho1071, wielkiego nędzarza, rzekomo znachora, który żywił siebie oraz ukochaną ze zbioru muszek na błota zagnanych, nad wyraz smacznych — axey-acati. Przez cały rok długi nago łaziła ta białogłowa, sprzedając turystom, za drobne monety, powabny swój widok. Złośliwi szeptali, że Margot z Afryki, z okolic Fezu, przywiozła sobie, pewnie od Arabów, chorobę skórną, jako mal de pintos1072 na ogół znaną i że ją wyleczył od tego trądu indiański amant. Wypłynęła nagle po pewnym czasie nad samą Sekwaną z serią odczytów, licznie uczęszczanych, w których dowodziła paryskim snobom, że przez ciała nagość można nagą duszę ludzkości wyzwolić. Płci żeńskiej głosiła, że ma się odrodzić, tam zaczynając, gdzie jawnogrzesznica, owa Magdalena z Nowego Zakonu, nie chciała kończyć. Za wyłudzanie bezczelne pieniędzy, stręczenie nierządu i nadmiar bluźnierstw policja francuska odstawiła babsko do granic Hiszpanii. Tu w wszystkich cukierniach i restauracjach przez kilka miesięcy tajemniczą damę z sukcesem zgrywała. W końcu głupi Niemiec, nadęty fabrykant, który w Barcelonie swój wojenny przemysł, celem okpienia komisji kontrolnej, zasadzał i krzewił, porwał aferzystkę w swe nudne objęcia. Kupił jej samochód i wysztafirował. Napisała wówczas sensacyjny romans o „Czystej Miłości”, przetłumaczony na wszystkie języki i, jak mi wiadomo, w ojczyźnie pańskiej wydrukowany, jako felieton wzorowej powieści, w jednym z organów lewicowego drobnomieszczaństwa. Znowu szupasem1073, razem z fabrykantem, dostała się dama na wyspę Minorkę, skąd po skandalach obowiązkowych umknęła cichaczem w samą głąb Australii. Powracała teraz, by prawdopodobnie i nas uszczęśliwić swymi proroctwami oraz urodą, sklejoną ze szczerbów. Wracajmy na pokład. Obie przyjemniaczki, których sylwetki naszkicowałem, były z sobą w zgodzie tak długo tylko, dopóki pogoda dopisywała. Nagle przyszedł norte1074 i zapędził wszystkich do dusznych kajut. Tam wybuchł konflikt. Prześladowana strasznymi wizjami, wśród ryku bałwanów, na czarnym dnie nocy którejś piekielnej, panna Małgorzata pani Letycji, chliptając, wyznała, że świata koniec, może nie w tej chwili, lecz w każdym razie zbliża się już szybko. Wie o tym dokładnie, gdyż objawienie bardzo wyraźne i kilkakrotne miała na ten temat. Ginącej ludzkości jedyny ratunek to jej potomek, którego starannie pod sercem chowa, by go niebawem na zły świat wydać i na odkupiciela grzeszników wychować. A zaszła w ciążę faktycznie znienacka, bez żadnej przyczyny, bez wykonania odwiecznych i miłych praw przyrodniczych płciowej miłości, w czym znak niewątpliwy, że tak się stało na wyższe zrządzenie. Filuterna spowiedź znacznie przyśpieszyła morską chorobę u pani Letycji, która wśród czkawek i dławiących torsji, wściekła i zielona, swej towarzyszce wprost oświadczyła, przy kapitanie i pierwszoklaśnych samych pasażerach, że jest oszustką bezczelnie głupią, przy czym poparła dosadne wywody skrajnym manewrem krogulczych paluszków po buzi dziewoi cudem zapłodnionej. I tu się zaczyna dancingowych wpływów niepowszedni triumf. Panna Małgorzata wystosowała do kancelarii mojej cywilnej obszerną depeszę ze sprawozdaniem o bolesnym zajściu oraz z żądaniem, abym rozkaz wydał, jak zatarg rozwikłać i w jaki sposób ma się postarać o zadośćuczynienie. Bawiłem podówczas właśnie u rejenta, gdzie zabezpieczałem Havemeyerowi umiłowaną, tańczącą panienkę. Dyrektor Gouzdralez, zapamiętały antyfeminista, nader pochopnie, na własną rękę odtelegrafował: „Bić się natychmiast na ciężkie florety aż do utraty wszelkiej przytomności w sali fechtunkowej waszego okrętu”. Lady Pijmlico stawiła się chętnie, salę zapłaciła i zafundowała swojej przeciwniczce sekundantów drogich. Prały się dziwaczki bez opamiętania, machając szablami, które jak wiadomo, są bardzo ciężkie, w obu wątłych rękach przez trzy kwadranse. Dziś ciężko ranne walczą ze śmiercią w głównym szpitalu miasta Kadyksu. Na każdy wypadek pragnęły przed śmiercią usłyszeć raz jeszcze choć jeden mój wykład o objawieniu i powołaniu do funkcji kosmicznych. Walę więc do nich aeroplanem, by te duszyczki do siebie przygarnąć, lub — jeśli tak trzeba — na śmierć wyprawić. Zaraz się dowiemy, co z nimi słychać i jaka czeka nas sytuacja, gdy nadjedziemy. Rusz się, papieżu, i radiofoniczną podaj mi słuchawkę! Drugą dla hrabiego! Halo! Kadyks? Proszę mnie połączyć z Papadopulosem, toledańskiego dancingu agentem. Numer pięćset siedem.

— Halo! Caramba!1075. Jestem skłonny słuchać, byle niedługo. Komu wpadło na myśl, by mnie teraz wzywać? Czego się zachciewa ode mnie komuś? Gram w piramidkę i czasu nie mam.

— Papadopulciu! Ty cygański synu! Dam ja ci szulerkę. Tak sprawy pilnujesz, kiedy ci wiadomo, że mam przyjechać? Za dziesięć minut już będę u was. Co nowego słychać?

— Ach... pan Yetmeyer! Uniżony służka. A ja myślałem, że to Cynamon, ten pierdzigryczka1076 z londyńskiej giełdy. Biuletyn dzisiejszy mniej więcej jest taki: Kinematografy wszystkie wypchane na naszych filmach. Nie odebrałem jeszcze dotąd kasy, ale przypuszczam, że tak, jak co dzień, zarobię dla siebie ze sto tysięcy. Muszę się namyśleć, ile z tej sumy odstąpię panu. Mamy czas... obaj. W szpitalu sprzedałem tysiąc biletów po sto pesedów, a drugich tysiąc po sto dwadzieścia, wszystko na wykład szanownego zbawcy. Oba czupiradła leżą na pół żywe, obandażowane i opryskliwe. W murze lecznicy, dzielącym pokoje czułych sąsiadek, zrobiłem wyłom, by bez wytężenia mogły się kłócić. Wszystkie wydania pism wieczorowych po prostu zalane artykułami skandalicznymi. Jeden pod tytułem: „Wielki nawróceniec i oblubieniec, czyli hrabia Orgaz”. Bardzo zamazane, siatkowe odbicie facjaty podłej i zatraconej. Przez omyłkę wzięli za kolekcjonera czeskiego szpiega, którego Polacy schwytali w Krakowie. W mieście bieganina. Na wybrzeżu tłumy, które oczekują waszego przybycia. W łodzi podwodnej od dwóch godzin siedzą tajni agenci do przemycania wszelakiej broni. Z Berlina jeden, a drugi z Kremla. Sowietnik sarka, że łódź stanowi niewątpliwą własność rządu moskiewskiego, gdyż pan Yetmeyer kupił ją od Wrangla1077. Prusak natomiast z namaszczeniem bada, z mętnym wyrazem bławatkowych ślepiów, nikomu nieznaną konstrukcję nurka, głęboko, wzdycha, gryzie kiełbasę i popija piwem. Kucharz na łodzi chwalebnie się spisał z menu bankietowym. Już odstawiłem popa na pokład, wraz z diakiem głuchym. Dla wszelkiej pewności w pancernej wieży przyskrzyniłem obu.

— Co słychać z młynami?

— Aa... byłbym zapomniał. Były telegramy, że całą energię spod Niagary skocznych wodospadów nam wydzierżawiono na przeciąg roku za milion dolarów.

— Dziękuję. Wystarczy, za kilka minut ujrzysz mnie na ziemi... Goń na spotkanie.

— No i cóż, hrabio? Słyszał pan dokładnie? Wciąż jeszcze wątpisz w rozległe me wpływy?

— Wcale nie zaprzeczam, że pierwszorzędnym jesteś aferzystą. Lecz po co ci młyny?

— Kupiłem energię do młynów popędu za oceanem, gdzie zawsze taniej. Na falach radiowych przerzucę tę siłę do Europy, sieć młynów zbuduję i kontynentu aprowizację chwycę w moje ręce, przez co żołądków cywilizowanych blokady dokonam, aby były czułe na moje nakazy i rozporządzenia twórczo-kosmiczne.