— Mamy, cośmy chcieli. W osierdzie ziemi wpływamy tak sobie. Przepraszam bardzo, są jednak poziomy. W aeroplanie, stóp jedenaście tysięcy nad ziemią, jeszcze nie wiedziałem, co wiem właśnie tutaj, stóp jedenaście tysięcy pod wodą, że mi się chce kochać, że muszę się kochać w jakiejś istocie niepospolitej, która wyobraźnię ostałą moją przecież sklebota1100, bym mógł jakoś tworzyć. Do kroćset diabłów, dość mam małżonki mojej legalnej, dość dzieci smrodu, dość zaszczytnie nudnej, cholernej opinii. Chcę się upoić zapachem ciała, jakiegoś obcego, nieużywanego, chcę błądzić ustami po spęczniałych piersiach, choćby były wrogie. Dajcie mi tu dziewkę, pierwszą lepszą z brzegu. Od czego jesteś najemna hołoto wielkich szalbierców? Zapłacę, co chcecie. Dajcie prostytutkę, melancholijną i zabiedzoną. Taka zaraz spłonie na widok monety. Niech ktoś zarobi na mojej tęsknocie do nieposkromionej, łajdackiej chuci. Podrygałow, łotrze, czemu się patyczysz1101? Nuże, komediancie! Daj tu Ewarystę, bo ja ją kocham, ty błazeński czorcie! W łeb zaraz ci strzelę.
Upadł na podłogę, tarza się, wyje, gryzie i kopie.
— Ręce do góry! — padł ostry rozkaz.
Rząd karabinowych luf nielitośnych wymierzono prosto w piersi biesiadników, roznamiętnionych podwodną papojką1102.
— Teraz będzie pogrzeb księcia Omara razem z obrządkiem formalnych zaślubin, a potem wracamy zbratani i trzeźwi wprost na świat Boży — orzekł dowódca donośnym grzmotem.
Havemeyer powstał. Jest uśmiechnięty i zielonkawy. Podają mu w koszu zdechłego kota. Dwóch majtków zaszywa zmarłego księcia w szalik włóczkowy, szarożółtawy, który sadhus nosił stale na szyi dla elegancji, ale i niemniej przeciw zaziębieniu.
— Która godzina? — rzuca kolekcjoner rozkazujące, zdławione pytanie.
— Sir, wszystkie przyrządy i mechanizmy zawodzą w tym piekle. Stanęły zegary — wystękał wilk morski.
— Najjaśniejszy panie! — bełkoce rozchwiany telegrafista — moje maszynki są prawowierne i dotąd nie znają, co bunt zuchwały. Pukawka działa i słucha słuchawka. Radiotelepałem przed chwilą właśnie do stacji lądowej, pierwszej lepszej z brzegu. Odbębnili zaraz, że północ nadchodzi.
— O to mi chodzi...