Rycerz nie cofa hardego czoła spod ulewy światła i doniosłym szeptem praży słuchaczów:
— Przehandlowałem uczucie wiary, przez ciebie, dla ciebie... Jestem teraz pusty i czynię pokutę, wyznając uczciwie, że w nic już nie wierzę...
A panna młoda uśmiecha się bosko.
— Ja uzdrowię ciebie, luby małżonku.
Tygrys się uśmiecha również tajemniczo, tak samo się śmieje i małe bobo. Ukołysana grymasem radości odpływa trójka w czeluści namiotu. Papież z całej siły bębni na kotle. Yetmeyer z oddali lornetuje zajście, lecz nie dosłyszał słów, które padły.
Fanfary i dzwony. Spoza kotary odżył Velasquez1141. Zjawa Małgorzaty, Teresy-infantki1142. Wielka krynolina wraz ze stanikiem z liońskich brokatów, lilioworóżowa, przetkana złotem. Bufiaste rękawy są z lśniącej mory1143, natomiast mankiety oraz fiszuta1144 z koronek brabanckich. Na piersiach klamra misternej roboty. Trudno odgadnąć, że to pajęczyca czarnobrunatna i w żółte pasy1145. Królewskie dziewczę dźwiga rubiny w uszkach nadobnych i z gracją potrząsa kokardą płonącą w złotych warkoczach. Piosenkę nuci, lansjera1146 kroczy i dwie różyczki co chwila podnosi do ślicznego noska.
Dwóch obdartusów podchodzi z boku. Skromni kwakrowie1147 z jakiejś głuchej puszczy na amerykańskim, odległym Zachodzie. Wycelowali z staroświeckich fuzji i odstrzelili pąsowe kwiaty właśnie w tej chwili, kiedy pachniały przy infantki liczku. Kule utkwiły w herbowej tarczy, w ścianie namiotu.
Donna Ewarysta aureolą śmiechu, promieniującą na czole, na skroniach, odpowiedziała na huczną salwę i ani drgnęła. W panieńskiej beztrosce drobi krok za krokiem prześladowana przez zielone wstęgi, którymi ją ściga reflektor lubieżnik, cyklop jednooki.
Zniknęła na skręcie między kolumnami.
Dziewięciu błaznów akrobatycznych, w salonowych strojach, wytwornie się kłania, w cylindrze, z monoklem wywija koziołki, paple i skrzeczy, złorzeczy, pomstuje, do każdej loży przemocą wpada i tam wykłada: