— To zwykły reporter. Nieodpowiedzialny. Ja „Excelsiora” jestem podpora. Łamię nocny numer. Pan to rozumie. Funkcja jest taka, że sens można złamać. Nawet kosteczki temu lub owemu, jeżeli potrzeba, potrafię zgruchotać.
— Redaktor ostrzega, a ja karierę zawdzięczam sobie: niezwykłym zdolnościom, wybitnej rodzime i krystalicznym cechom charakteru.
— Bez naszej pomocy nic pan nie wskóra. Komunikat pański na przykład jest mętny. Pytają znajomi, których mam mnóstwo, co to wszystko znaczy. Bujda na resorach. Doszło do tego, że sam przeczytałem od deski do deski. I przyznam z przykrością, że byłbym nie puścił tej ciemnej historii, którą przemycił referent kroniki, przybłęda-blagier, zmysłu pozbawiony dla horyzontów społecznych, szerokich i politycznych, przeciętnych poziomów.
— Mój komunikat był ściśle rzeczowy.
— Czasem tak trudno jest wszystko zrozumieć.
— Współczuję panu. Nie każdą sensację można łopatą włożyć do każdej przeciętnej głowy. Najprawdopodobniej dziś jeszcze wieczorem zostaną zwolnieni wszyscy domniemani Orgaza mordercy.
— Przepraszam sędziego, pan ze mnie kpi sobie! Wyraźne zabójstwo, ukartowane w szatański sposób, ma ujść bezkarnie?
— Postawiłem wniosek i oczekuję jego zatwierdzenia.
— Szajka zbrodniarzy, szalbierzy, bluźnierców na nowo wyfrunie, by móc łupić skórę z Bogu ducha winnych obywateli.
— Może pan ogłosić, że ekspertyza medyków sądowych stwierdziła niezbicie u kolekcjonera krwotoczną skazę, okrutną chorobę, która według zeznań przybocznych lekarzy Havemeyera toczyła organizm od lat szeregu i ostatecznie stała się wyłączną przyczyną śmierci.