Dewiza epoki uznana ogólnie. Okres się wlecze: od romantyzmu krucjaty dziecięcej po naturalizmu wojenne zwycięstwo, które właściwie nie jest niczym innym, jak myśli zaćmieniem przez gazy trujące.

Thunderstorm!129 A byłbym zapomniał! I drugiej fazy autor jest idiotą również. Od poprzednika już znacznie cenniejszy. O idiotyzmie poucza się własnym i wciąż go pogłębia, skrywając przed bliźnich opinią starannie. Obaj idioci, tak drugi, jak pierwszy, wloką swoją trumnę w pojęcia zaprzęgu o rzeczywistości. Za cenę życia chce tę rzeczywistość pierwszy odnaleźć i nie może dostać, jakkolwiek niebo wzywa do pomocy. Drugi jest nie mniej wierny tej ziemi i jej zmiennym treściom, które wciąż cudami przysłania, pozłaca, przy czym usiłuje ziemię w niebo przenieść, niby bagaż własny, co balast zgubny przy wzlocie oznacza. Do rzędu tych drugich Myszkina ja wstawiam i dlatego sądzę, że niestosowne porównanie ze mną, który jest idiotą, ale fazy trzeciej.

3. Faza trzecia (plansze nr 8, 9, 10). Konstrukcje kosmiczne: Istniejącego świata spotkanie z nowo narodzonym światkiem.

Człowiek jest syty dzieła człowieczego. O własną przetwórczość potknął się, przewalił, więc ku Stwórcy kroczy w swojej ludzkiej głębi. Z rzeczywistością poniechał konszachtów, własną sobie stworzy w rozlicznych odmianach. O sobie wie wszystko, nie mniej o tych braciach, którzy wałkonią swoje człowieczeństwo i których pazury nigdy nie obcięte śmietne grzędy parpią. O system bankrutów realistycznych, zmurszały, zgrzybiały opierać się trudno, więc tworząc zaczyna człowiek korzystać z zasad planetarnych.

Problem brzmi główny: z Bogiem pracować, czy swoim, czy obcym, nie dla ludzkości, nie dla człowieczeństwa, lecz dla uzyskania obywatelstwa w wszechświata ogromie. Trzeba przede wszystkim swój światek stworzyć, wprowadzić w kosmos na właściwe miejsce i na czas wypuścić w rytmie nieskończonym.

Poza tym światek musi być zupełny, z florą grymaśną i łajdacką fauną, z własnym gwiazdozbiorem i z walutą własną, a także i z cieplarnią, gdzie dziwoplazmy wciąż kiśnie komórka, by po omacku na wszelki wypadek myślą się zapłodnić i nieoczekiwanie jak filip z konopi, coś oryginalnie człowieczego skrzesić. Ponadto jest problem, by ani w świecie, ani w własnym światku nie zechciał zamieszkać na stałe sam autor! On winien wciąż krążyć po peryferiach swojego tworu, w pasie neutralnym, przy rzeczywistości słupach figlarnych gzić się i ćwiczyć. Pomysł odżywiony nasieniem kosmicznym a zbudowany wbrew wszelkim poglądom, trzeba nieustannie smagać rzemieniem prawowitych chęci, by w biegu nie ustał lub też po drodze nie skręcił karku, jak pod tramwajem urwis uliczny. Trzeba po prostu podpędzać bąka. Na brzuchu lawin deszcz trzeba ognisty swych marzeń opuścić, by doliny gwarne również doznały rozkoszy ugłaskań, którymi twórca szczyty swoje drażni. Łez atropiną trzeba krwawe ślepia wiedźmy słonecznej zalewać niekiedy, by błękit w boru mógł odbyć przechadzkę i by atmosfera jasności potopem zalana doszczętnie radością bytu zadygotała wzdłuż osi istnienia. Śmierć ziemska autora na dolę konstrukcji kosmicznej ujemnie wcale nie wpływa. W przestworów zagłębiu wiruje światek sierotka zawrotnie i z gwiazd gościny stale korzysta.

W tym czasie, kiedy wirowanie kosmicznego światka jest już zapewnione, autor konstrukcji niepostrzeżony wśród ludzi bumluje, zamków powietrznych systemy bada, przez dziurkę od klucza odwiedza poglądy (najdroższe, najnowsze!!), maszynki studiuje poczytnej biegłości (zwłaszcza stosunek smarów obfitości do licznych obrotów oraz ich szybkości!) i... automaty powszechnej mądrości. Niby geodety spełnia on sumienność, by kąt przyziemnej inklinacji skreślić i gramatykiem bywa równocześnie, skoro węszy pilnie, czy deklinacji doczesnego szczęścia130 nie można by jakoś ułatwić, uprościć, czyli ludziskom odmianę podać jak najzwyklejszą.

Ten rozpoznawczy autora karnawał gorszy społeczność i niepokoi, więc musi być tajny. Zawsze i wszędzie myśli konstruktora tropi cała sfora ochotników-szpiclów, przy bramie każdej i na każdym dachu. Szpiegowska kariera wabi durniów czułych, poczciwców zapiekłych, nie mniej skrytobójców, kochanków abstraktu zasłoconego, rozbełtanego, neofitów chytrych etyki partyjnej, czynnego bezwładu patriotów hardych. Swoistą metodą wytresowana gończaków131 czereda, zażarta, tępawa, brukowe gonitwy urządza z prasą, przy czym z reguły na mylny trop wpada. Poziewa sobie służba bezpieczeństwa, gdy hulają psiska z obroży spuszczone i przeznaczone do nadgryzania i rozdeptywania odrodczych kiełków. Jak w Karolinie czy w stanie Kentucky, wprost sprzysiężona, przeciw Północnym Zjednoczonym Stanom rozbija się banda, tak swoich „kukluksów” ma każda konstrukcja, pobożnych najmitów złej przeciętności, wrażych wszystkiemu, co może być przyszłe. Ludzie się bronią przed grozą inwencji, nad którą bezprawie ustanowili z pełnomocną władzą gubernatora. Indywidualny charakter konstrukcji szczerze kosmicznej szaleńczym lękiem napawa ciemięgów obory społecznej i stąd zawzięta, nieuchronna walka. Przeważnie konstruktor w pole wyprowadza swych prześladowców i do przestworów nieustraszonej twórczości swojej na czas umyka. Wśród rzeszy na ziemi lament powstaje i długo trwają potępieńcze wrzaski, jak w obronnym pueblo132, gdy z głodu miłości między indios bravos133 traper się zakradł, by z wodza namiotu squaw134 rozpłomienioną dla siebie porwać. Wielkiego autora na ziemi skandale, zresztą narzucone i stąd konieczne, rozpędów kosmicznych nic nie mogą zmienić.

Master135 się zdziwił najbardziej rysunkiem, który autora wśród ludzi przedstawia, kiedy odbywa pośród nich sjestę. On widzi ich dobrze, lecz jest niewidzialny. Hounds136 „narodowi” czy „arcyspołeczni” są mocno zdyszani i wywaliwszy zbielałe jęzory, pobliże twórcy nienawistnie węszą. A w bujającym na ziemi fotelu, w tej sella curulis137 twórczego marzenia, konstruktor się rozsiadł. Ręce w kieszeniach. Na oczy zielono-czerwone powieki niechcący zapuścił. Na czole się chwieją w upiornych drgawkach zadumy czujnej strusie, cenne pióra. Wydęte wargi bąknęły przed chwilą: all devils!, czyli niechaj diabli porwą tę zgraję natrętną. A bracia przyziemni warują, milcząc, by w chwili stosownej móc rzucić się ławą i podpatrzoną tajemnicę wzlotów autorowi porwać. W nadziei się pławią, że tajną sprężynkę kosmicznego światka zdołają pochwycić i wnet upraktycznią w pojęciu gromadnym.

Autor poprzez rzęsy przejrzał ich ochotę, pojął i oświetlił. Ludzie pragną lotu, by kosztownego pozbyć się marzenia i ulgę wyjednać frasunkom istnienia poprzez uzyskane w kosmosie koncesje. Ich wzrok i słuch stępiał wśród nieprzerwanej sielanki zgryzot. Origo138 bowiem nie jest dla nich brzaskiem, zaróżowionym, rozweselającym, lecz mgławym tylko i ponurym zmierzchem. Nic... czymś się staje, jeśli było tylko własnością cudzą, a mieć: to znaczy wyłudzić podstępem. Rozwój przechodzi prawie bez wyjątku z ogniwa w ogniwo: przez naśladownictwo. Chorzeje wiara i piersi ma wklęsłe. Wiedza musi sknerzyć, chadzać po jałmużnie i skrywać zwycięstwa. Najnowszą formą ustrojów społecznych jest... republika pomyłek i wstrętów. A suwerenem takiego mocarstwa może być tylko sam szantaż instynktów.