Porwał się autor (rysunek sąsiedni!) i żagiew krzyku pomiędzy nich cisnął (przerażeni bardzo, nikogo nie widzą!):

„Do lotu! Bywajcie! Sam jeden, sam każdy! Wskazańca nie masz, ani też podszeptu. I prawdy żadnej nikt nie da pożyczki, ni w naśladowczej nie ulży mitrędze. Do lotu z siebie, kto gotów i pragnie! Do startu, do startu!

Lecz nie na zdeptanym, powszechnym boisku, ale w myśli wnętrzu! Nie zdążać śladem płochliwego ptaka, który żarłokiem bywa wniebosiężnym i figlom żadnym nie ufać technicznym, które pośpiechem handlowych są zysków. Nie składać hołdów psotom idealnym, bez względu na to, czy z jowialnością morganatyczny139 przedstawią związek, czy też skojarzą platoński dandyzm140 z dziewką uliczną w mariaż141 zwany dzikim lub wykonają salto-mortale, spokojne, klasyczne, wyszminkowamej nudy erotycznej.

Sprawcą odlotu wybuch być może i on jeden tylko! Podniebny wybuch tęsknoty kosmicznej. Sam się zapala nadmiar twórczych chęci i w górę lawę bazaltową ciska, jak Chimborazo czy może Jorullo142.

Oto wulkanów trzeba posiąść głębię i dna człowieczego żartem się dowiercić!

Wówczas jest wszystko: i wszechmoc konstrukcji, i światków poczęcie, i kołysanka w marzenia lazurach, i wesele wzlotów i... jedyne to szczęście tworzenia na świecie, co w brokat spowite boskiego milczenia, tak jednak po ludzku, rzewnie i po prostu z nadzieją się brata gasnących stuleci. Kosmicznych ustrojów zwykła konsekwencja to: zdolność do lotu z pełnią świadomości, bez zapowiedzą, z własnego namysłu”.

Taka jest konstrukcja trzecia napowietrzna.

Swych ludzi posiada w znikomej ilości. W głowach są rozrośli. Zresztą kształty dziwne. Uroda przekorna. Gderają przed sobą, wobec drugich milczą. Są bardzo łakomi na własny wysiłek. Do żadnych pożytków nie dadzą się zaprząc. Skłonności mają starokawalerskie. Luzem sobie chodzą i wszyscy razem są bardzo zajęci, gdyż każdy z osobna układa odrębny i wielce żmudny poemat myśli, którego nigdy nie może ukończyć, z czego jest dumny.

I zniknął autor, proszę spojrzeć obok, na trzecim rysunku. Buja pusty fotel i zdziwienie wielkie ośmiesza wyraz okolicznych ludzi.

Na ostatniej planszy z góry rysuję: