i pijanych myśli cieką pianą wściekłą

na moje dobre, roześmiane ręce.

Kocham, Jezu, Jezu!

Nie wróciłeś nigdy, choć przybyć przyrzekłeś.

Może nie wrócisz z tym „czymś” i z tym „po co”,

które ja kocham, choć czekać nie umiem.

Może powrócisz i miłość mą spotkasz,

która o niczym: wszystko wie, wszystko...

Dzisiaj pod wieczór pelikan stary,

łysawy, bezdzietny