uderzył skrzydłami i na wody letnie
między rekiny poniósł nudę biedną.
Przed śmiercią żarłokom przeraźliwie szepnął,
że wierzyć chciał w Ciebie i że musiał tęsknić
i że z tęsknoty, choć bez wiary, zdechnął.
Kocham, Jezu, Jezu!
Jezu, ja kocham: Kogo? co? — Odmianę.
Tylko reguły żadnej nie pamiętam...
Kiedyś kroczyłeś w aureoli świętej
wszechodpuszczenia nieprawości wszelkiej.