to światło życia, które za mną pójdzie

wszędy, gdzie umrę.

Kocham, Jezu, kocham.

I śmieję się, śmieję, wprost do rozpuku

jako przystoi, by nowoczesny

śmiał się idiota.

Tramwajem jeżdżę od krańca do krańca

wielkiego miasta,

by doczesności figlarne egzekwie148

oglądać sinym nienawiści okiem.