Może już wreszcie, zwłaszcza po tym wszystkim, co per longum, latum212 wyłuszczyłem w liście, Pan mnie jednak poznał?
Ja Pana nie znam i jeśli masz treści swoje, rodowite, z zapałem przystąpię do nawiązania z nimi znajomości. Wiem dotąd nieco o Pańskich grymasach, powszednich, kosztownych i zwalczać je myślę ze wszech miar uczciwie. Nade wszystko jednak cenię Pana maskę, a raczej projekcję na cenny wyraz. Wciąż ją pamiętam i dla niej proszę, byś przybył natychmiast. Dzięki tej masce nie wstydzę się przyznać, jest mi Pan potrzebny, niezbędny, bezcenny!
Czekam, conde Orgazie — Mr Havemeyer!
Gościna u mnie z przeciętnym komfortem.
Farewell213 i pogody życzę przez Ocean.
Your servant214
Dawid Yetmeyer
P. S.
Proszę, by raczył Pan przywieźć ze sobą w podręcznym kuferku kardynała Nino, opakowanego nad wyraz starannie. Będzie mi potrzebny. Mam jeszcze mnogie a wątpliwe kwestie i z tym ortodoksem pragnę je przegadać. Kardynał chętnie zajrzy do Toledo, siedziby tortury i twierdzy wierności arcykatolickiej. Podróż mu morska, sądzę, nie zaszkodzi, a raczej przeciwnie, zapylone płuca przewietrzy, nasoli. Kompania się zbierze przednia i wybredna: Inkwizytor, Orgaz, El Greca prawnuczka, Jacinto, zapewne ktoś jeszcze, kogo dobierzemy, no i gospodarz, którego pominąć w tym wypadku trudno. Odmawiać nie radzę, oczekuję, żegnam.
D. Y.