A.B.C. — o dancingu
Czwarty rozdział wiernie powtarza, co...
popularne pismo madryckie „A.B.C.” wypisuje w płaskim ujęciu reporterskim o powstaniu „Dancingu Przedśmiertnego” i o urządzeniu jego komnat przeznaczonych do wywoływania u zwiedzających tych nastrojów, które sprzyjają konstruktywnemu sposobowi myślenia i narodzinom uczuć metafizycznych.
A.B.C madryckie o dancingu przedśmiertnym w Toledo
Wydanie z dnia 13 listopada 1921
Biedne jest nasze życie umysłowe. Ma się wrażenie, że myśl rodzima z wolna dogorywa. A w każdym razie, gdy inicjatywa zjawi się jaka, to zawsze obca i z zewnątrz przybyła. Trzeba ten objaw przygnębiający uświadomić sobie, nigdy nie ukrywać, lecz wręcz przeciwnie opinii publicznej tak „dumnej” i „czujnej” stale przypominać.
Fakt w tym rodzaju, więc pocieszający (i równocześnie nad wyraz posępny) zdarzył się ostatnio w przecudnym Toledo. Donoszą nam stamtąd:
Szerokie koła mieszkańców naszej historycznej mieściny poruszyła do głębi transakcja dokonana w cichości jeszcze z początkiem jesieni, a ujawniona obecnie dzięki okolicznościom, które domagają się raczej doniosłego rozgłosu aniżeli wstydliwego przyćmienia. Starożytny, piętrowy domek, w którym mieszkała siwego czasu sława naszego narodu, Cervantes, tak zwana Posada de la Sangre, przeszła z nieuświadomionych rąk dotychczasowego właściciela rodzimego na własność amerykańskiego nababa215, pana Dawida Yetmeyera z New Yorku. Specjalne komisje parlamentarne i międzyministerialne badają surowo, czy i o ile mogło mieć miejsce w tej całej aferze ominięcie obowiązującej ustawy o nabywaniu nieruchomości przez obcokrajowców. Z ruchliwości jednak nowego pana na Posadzie oraz z niezwykle szerokich sposobów, przy pomocy których wśród nas się rozgościł, wnioskować wypada, że klamka zapadła i nie otworzy jej żadna sztuczka prawna. Uznać natomiast należy niezwykłą sumienność, z jaką oryginał-miliarder przystąpił do odnowienia walącego się domu. Od lat szeregu nawoływała cała prasa do natychmiastowej odbudowy zagrożonego poetyckiego puzderka, ale na próżno. O! Niechaj po wieki wieków przeklęty będzie ten kolegialny system załatwiania przez nas spraw pilnych. Plany rekonstrukcyjne, projekty artystycznych ozdób, wszystko było już gotowe, ale na papierze w rulonik zwiniętym. Podwójnie biedna jest nasza Hiszpania: cierpi na stały brak pieniędzy i na niezdolność chroniczną do wszelkiego dzieła. Dość, że ubiegł nas fantasta zamorski. Jednym głowy skinieniem zgodził się na wszystkie nieprawdopodobne wymysły madryckiej „komisji konserwacji zabytków” i jednym tchem zabrał się do pracy. Cały sztab naszych architektów i rzeźbiarzy u siebie zatrudnił oraz legiony robotników krajowych. Natomiast inżynierów, urzędników, dozorców i rzemieślników sprowadził sobie własnych. Trudno mu uczynić jaki zarzut z tego.
Dziś Posada de la Sangre — to prawdziwe cacko. Wierzyć się nie chce, że arcydzieło wskrzeszone zostało w przeciągu dwóch czy trzech miesięcy. Naszym zwyczajem lata by całe ta budowa trwała. I pietyzmowi narodowemu też zadość się stało, albowiem u samego wejścia wmurowano napis:
„Tu mieszkał Miguel de Saavedra Cervantes, anno Domini MDCIII”.