Nieco zaś niżej i już mniej czytelny włączono dodatek:

„Odnowił w poszukiwaniu zbawienia na ziemi brat Don Quichote’a i Cervantesa zawzięty kochanek

Dawid Yetmeyer z New Yorku.

Anno Domini MCMXXI”.

Cudaczny ten frazes odpowiada w zupełności dziwacznym właściwościom umysłowej organizacji odnowiciela Posady. Wyraziły się one najdobitniej w rodzaju przedsiębiorstwa, jakie Amerykanin w tym domku założył. Oto na wysokości pierwszego piętra z daleka uderza w oczy ogromna wstęga elektrycznych lampek, z których litery barwne ułożono, wiążąc je w słowa:

DANCING PRZEDŚMIERTNY.

Co to wszystko znaczy i do czego zdąża? Po mieście złośliwa gruchnęła pogłoska, że Posady właściciel albo jest niespełna zmysłów, albo co gorsza zamierza kpić ze wszystkich. Wasz Korespondent udał się natychmiast na miejsce wydarzeń i wprost u ich sprawcy zażądał wyjaśnień. Przyjęty zostałem nad wyraz uprzejmie, a na podstawie wielce łaskawie udzielonych mi informacji oraz pouczających oględzin, jestem w stanie rozproszyć wulgarne obawy.

Ranek był piękny, kiedy staroświeckie kraty wchodowej216 bramy przede mną rozwarto. Przedsionkiem o nieskalanym sklepieniu romańskim wszedłem do patio217. Rozległe, słoneczne, nakryte niemal niewidoczną, rozpływającą się w jasność powietrzną, kopułą szklaną. Niby czworobok paradnych żołnierzy wokoło podwórca słupy mauretańskie dźwigają sklepienia. W pośrodku wyniosła kokosowa palma, tak zwana królewska (Oreodoxa regia) ku górze wystrzela. Jest tajemnicą, jak ją zasadzono i jak się przyjęła. U jej podnóża gniecie się rodzina przyziemna, wstydliwa palmowych karłów o rozszczepionych, pokurczonych liściach (Cariota propinqua). Spośród zarośli tego basenu lama się wspina. Wypchana wzorowo. Sierść popielata, a nawet siwa. Natchnione ślepia ku niebu rzuciła, pysk wstrętnie skrzywiła, podniosła ogon i wody siklawą218 spluwa, wciąż spluwa wysoko, daleko. Strumień dosięga palmy czupryny i wzdłuż pnia potem spokojnie spływa. Ogromna koncha dziwnego basenu jest z malachitu i cztery zady hipopotamów brutalnie przygniata. Z brązu potwory chcą się wydostać, wymknąć od ugniotu, więc prężą cielska i popłakują rzewnie, bardzo rzewnie przez ogłupiałe, tępe oczodoły i rozchylone, przekrwione nozdrza. Łzy ich spadają ożywczą rosą na niebieską grzędę samych niezabudek, które okalają basen wianuszkiem w głąb mozaiki wpuszczonym nieco. Cała posadzka z pstrych, drobnych kamyczków jest ułożona, spojrzeniom dając ucieszny obraz: ohydna ropucha groźnie się nadyma i do połowy podwórca spuchła, zaś w drugiej połowie egipski Apis219 szlachetny, wytworny, rozstawił kopyta, macha ogonem, gały w żabę wpuścił i jęzor, jak długi, na kpiny wygarnął.

Przy każdej kolumnie do ziemi wpuszczone jakieś drzewo czuwa. Więc eriodendron — bawełniane drzewo i Carica papaya — melonowe drzewo i fikus kubański i araukaria i wachlarzowa flirtuje palma (Sabal umbraculifera) i zbiły się w pęki zgrzybiałe arony, a niemal na przemian gaj bananowy i gąszcz bambusowa cienie mnożą chłodne. W powietrzu się perli rozochocony licznych ptasząt szwargot, skryty gdzieś w listowiu i jak zapach słodki oczom niewidoczny. Zjawia się tylko czasami od stropu tajemniczy lotnik, jaskółka morska (Oceanites oceanicus), towarzysz burzy, przewodnik okrętów, które w głąb idą, spowiednik topielców. U góry nad patio szalone, taneczne zatacza kręgi. Cień jaskółki ciąży powiekom rozwartym. Skąd wzięli ptaka, powiedzieć nie umiem. Tych pytań gatunek najlepiej rozwiąże odpowiedź miliardów.

Sklepienia dźwigają okolną galerię, gdzie same loże w postaci namiotów utkanych z włosów, zielonych i złotych, ospałych paproci. Wnętrze ścian zdobią barwy rozpuszczone drobniutkich kwiatów, które gwarnym mrowiem przylgnęły do łodyg roślin górnolotnych. Każda taka loża ma własny przedpokój (w ścianę wkutą wnękę) i wszelkie wygody.