albo w żywej mowie:
„Kto wie, czyli346 umrzeć znaczy żyć, czy też żyć jest to umierać?”
Już transpiruję347 i nie mogę więcej. Proszę Yetmeyera, by mnie wypuścił. Z komnaty ostatniej prowadzi wprost przejście po schodkach kręconych na pierwsze piętro, gdzie loża osobna dla „oczyszczonych” i „wtajemniczonych” i gdzie wygodnie oglądać można występy taneczne czy pantomimiczne w skreślonym u wstępu cieplarnianym patio. Porządkowa liczba tej głównej sali jest
Komnata VII. SPECTATORIUM (Nazwa oficjalna)
Wprost naprzeciwko poprzednich komnat są jeszcze dwie izby, ale poufne i nikt tam nie wchodzi prócz gospodarza. Wstęp przeznaczony tylko dla „przypadków” (!?). Co pod tym rozumieć, wybadać nie mogłem. Wszelkich wyjaśnień czcigodny gospodarz stanowczo odmawia. Powiedzieć nie umiem, co się tam dzieje, ale w każdym razie nic szczególnego i zbyt wytwornego, skoro unika publicznego światła. Specjalny kawał zacnego dziwaka, skrywany zapewne na czasy późniejsze, gdy dancing zakwitnie i sławy śmigusem świat cały obryzga. Stróże bezpieczeństwa, do których w materii tej niepokojącej z wywiadem pobiegłem, orzekli wyniośle, że „wszystko” w porządku i że „ubikacje”348 „kwestionowane” praktykom prywatnym służą właściciela. Zdołałem jednak od Yetmeyera wydobyć nazwy tych nieokreślonych izb dancingowych, lecz z zastrzeżeniem, że uprzystępnienie szerokim kołom tajemnych pokojów jest nieaktualne. Więc:
Komnata VIII. SUSPENSORIUM349
Przyznaje gospodarz, że nazwa dwuznaczna i choć przeznaczeniu swemu odpowiada najściślej, najwierniej, ewentualnie, w razie potrzeby wnet ją przemianuje na:
CAMERA OBSCURA350,
co o tyle znowu do prawdy się zbliża, że sala jest ciemna, zimna i podziemna. Ma istnieć poza tym, już jako ostatnia: