— W przedmiocie głównym: że walka zbyteczna, czyli niekonieczna z jakimkolwiek wrogiem. Można co najwyżej z prostej swojej drogi wroga kijem przegnać, lecz nigdy zabijać. Kto podstępnie wzywa do siebie wroga i podły zamach przeciw niemu knuje, ten triumf niweczy własnej, twórczej myśli. Myśl swoją samemu należy wypełnić, samym sobą nakryć albo drugim oddać, lecz bez szemrania. Jeśli pomysł chroma, jeśli człowiek obcy do urzeczywistnienia czy wyświetlenia jest nieodzowny — pokorę twórczą trzeba zastosować i wyrozumiałość. Nie sądzę, by twórczość mogła sposobnością być do skandalu, czy do kryminału. Cóż gwałt zdoła zmienić czy nawet morderstwo? Lecz niezależnie od tych zastrzeżeń, przyznaję z radością, że do głębi mnie wzruszył ten balet dzisiejszy. Dusza zamieszkała w tym pańskim dancingu. Generalna próba jasno wykazuje, że trzeba wciąż jednać wszelkie przeciwieństwa. Przez porozumienie można zdziałać wiele, Podrygałowa z Praksedą pogodzić, albo na przykład Havemeyera z panem nierówności łagodnie uchylić. Jeśli się uda, każdy w swoją stronę odejdzie spokojnie.

— Teoria wybiegów przy wielkich trudnościach. Ja sądzę odmiennie: jeżeli konstrukcja napotka konstrukcję przeciwną, odmienną, wówczas jest zderzenie nieuniknione, w konflikty brzemienne. Ktoś zawsze zwycięża. Żelazna konstrukcja, rozumna, silniejsza pochłania zwiewną. A jeśli człowiek zaplącze się który w obcą konstrukcję, nic mu innego nie pozostaje, jak w zrozumieniu poddać się zupełnie, albo też sczeznąć.

— Swoje powtarzam: myślowe rozprawy nie powinny nigdy ludzkiej ofiary pociągać za sobą. Uśmiercić człowieka tylko dla pomysłu — to unicestwić żywot tej konstrukcji.

— Niekiedy tylko przez krwawą ofiarę myśl w życiu zabłyśnie, między ludzi wejdzie.

— I na tę konieczność każdy dzielny sadhus ma radę bezkrwawą...

— Czy tylko być może? Gdyby aktualne takie zagadnienie mogło być dla mnie, nie omieszkałbym pospieszyć do ciebie, przezacny świętoszku, o wyjawienie i pouczenie.

— Mnie się wydaje, że taka potrzeba niebawem nadejdzie...

— Jak kto? Po co? Kiedy? — kułaczkiem z czoła Yetmeyer pot ściera.

— Wyobrażam sobie, że medytacje twoje religijne i prahistoryczne narzucić są w stanie rozpętanej myśli nieodzowną rację, która uśmiercić gotowa człowieka tobie przeciwnego...

— Gdybym się opierał temu, co być musi!