— Cicho bądźcie, dzieci! Nie ma się o co bić!

Odskoczyli od siebie, parskając ze wstrętem, gdyż zarówno muł, jak i koń nie mogą znosić głosu słonia.

— To Dwuogoniasty! — zawołał koń — Nie cierpię go, zwłaszcza gdy mówi. Mieć ogony z przodu i z tyłu, to stanowczo za dużo na porządne zwierzę.

— Jestem tego samego zdania! — zgodził się muł — Widocznie mamy wspólne upodobania!

— To dziedzictwo po matkach! — powiedział koń. — Nie warto się tedy sprzeczać! Hej, czy jesteś przywiązany, Dwuogoniasty?

— Naturalnie! — odparł słoń i zaśmiał się całą trąbą. — Stoję u pala i słyszałem wszystko, coście gadali. Nie bójcie się, nie przyjdę do was!

Woły i wielbłąd mruknęły półgłosem, że ani im się śni bać się Dwuogoniastego, ale woły dodały zaraz po cichu:

— Przykro nam, że wszystko słyszał. Mimo to faktycznie tchórz zeń wielki!

Potem zaś spytały głośno:

— Czemu się boisz ognia armatniego, Dwuogoniasty?