— Cóż ci się stało? — zdziwił się Mauli — Wszakże to tylko stary pyton, tańczący na piasku! Chodźmy stąd!
Wszyscy troje wysunęli się przez wyłom w murze i znaleźli się za chwilę w dżungli.
— Uff! — odsapnął Balu, oddychając rzeźwym powietrzem kniei — Nigdy w życiu nie wejdę w przymierze z wężem Kaa.
Wzdrygnął się całym ciałem.
— Niepodobna się z nim mierzyć! — przyznała Bagera, drżąc również — Czułam, że za małą chwilkę sama rzucę się w paszczę węża!
— Niejednego spotka ten los, zanim zaświta poranek! — powiedział Balu — Kaa będzie miał swego rodzaju pomyślne łowy!
— Nie rozumiem was — dziwił się Mauli, na którym żadnego wrażenia nie czyniły czary węża. — Widziałem tylko dużego pytona podrygującego w śmieszny sposób, dopóki się całkiem nie ściemniło. Jakże miał zabawnie podbity nos... ha ha ha!
— Mauli! — krzyknęła gniewnie Bagera — Nie śmiej się z jego nosa, albowiem zranił go sobie z twojej winy! Podobnie z twojej winy ja mam potargane uszy, podrapane boki i łapy, a Balu kark i plecy. Przez długi czas ani ja, ani on, nie będziemy wcale w odpowiednim do polowania usposobieniu.
— To drobiazg! — powiedział Balu — Rzecz główna, żeśmy odzyskali naszą żabkę ludzką!
— Zapewne! — przyznała. — Ale zapłaciliśmy za to drogo. Straciliśmy czas, który można było obrócić na celowe łowy, po wtóre zaś postradaliśmy mnóstwo sierści, bo całe boki mam obdarte, odnieśliśmy rany, a nawet szwank na honorze. Tak jest! Nie zapominaj o tym, Mauli, że ja, czarna pantera, musiałam wzywać rozpaczliwie na ratunek pytona, a także, że razem ze starym Balu byliśmy bezradni jak płochliwe ptaszęta, wobec głodowego tańca. Do tego wszystkiego doprowadziły nas twoje bezrozumne igraszki z bandar-logami.