hej, kto żyw, niech się zerwie i na krwawy bój śpieszy!
O hej! o hej! o hej!
Po najeździe dżungli na ludzkie osiedla rozpoczął się najszczęśliwszy okres w życiu Mowgliego. Odtąd już chłopak doznawał zupełnego spokoju sumienia jak człowiek, który wypłacił się z wszystkich swych długów i należytości. Cała dżungla była z nim na stopie przyjacielskiej, bo cała dżungla go się bała. To, czego dokonał, co widział i słyszał, gdy bądź samopas, bądź z czwórką swych kamratów wędrował pośród różnych plemion, złożyłoby się na wiele, wiele opowieści, z których każda byłaby równie długa jak niniejsza.
Przeto też nigdy już wam nie opowiem, jak uszło na sucho Mowgliemu spotkanie z oszalałym słoniem mandalajskim, który uśmiercił dwadzieścia dwa woły, wiozące do skarbca rządowego jedenaście wozów z pieniędzmi, i rozsypywał po ziemi błyszczące rupie; jak Mowgli razu pewnego walczył przez noc całą z krokodylem Jacalą i złamał sobie nóż myśliwski na twardym, opancerzonym grzbiecie potwora; jak następnie znalazł nowy, dłuższy nóż, zawieszony u szyi człowieka zabitego kłami odyńca; jak wytropił tego odyńca i śmiercią jego okupił nabycie noża; jak podczas wielkich głodów omal na śmierć go nie stratowały przebiegające stada rozjuszonych a w biegu niepowstrzymanych jeleni; jak ocalił mrukliwego słonia Hathiego, wskazując mu czyhający nań dół z ostrym kołem na dnie; jak następnie sam wpadł w misterną pułapkę, zastawioną na lamparty, i jak Hathi odwzajemnił mu się za przysługę, rozbijając na miazgę grube belki jego więzienia; jak doił pasące się na żuławach dzikie bawolice i jak... Ale na razie trzeba się zadowolić jedną tylko opowieścią.
...Ojciec Wilk i Matka Wilczyca już pomarli, a Mowgli odśpiewał im tren żałobny, zawaliwszy wielkim głazem wnijście jaskini. Baloo bardzo się zestarzał i zniedołężniał, a nawet Bagheera, która miała nerwy ze stali i żelazne muskuły, czasem przecie trochę poszkapiła się w łowach. Akela z szarego stał się mlecznobiały od starości; widać mu było wszystkie żebra, a chodził tak, jakby miał nogi z drewna. Toteż Mowgli wyręczał go w łowach i zaopatrywał w zwierzynę.
Tymczasem młode wilczki, potomstwo rozwiązanej Drużyny Seeoneeńskiej, rosły i rozmnażały się, ciesząc się pełnią dobrobytu; gdy zaś nabrało się już około czterdziestu takich samowolnych, bezpańskich wagabundów-pięciolatków, Akela jął im doradzać, by sprzymierzyły się w Gromadę, wybrały sobie herszta i poddały się wilczemu prawu, jak przystało na członków Wolnego Plemienia.
Mowgli nie wtrącał się do tych spraw, boć — jak sam się wyraził — skosztował już kiedyś gorzkich owoców i wiedział, na jakim drzewie rosną. Atoli gdy Phao, syn Phaony (którego ojcem był Szary Tropiciel z czasów naczelnictwa Akeli), wywalczył sobie wedle Praw Dżungli pierwszeństwo w drużynie — gdy pod gwiaździstym niebem na nowo rozbrzmiewać poczęły stare hasła i śpiewy, Mowgliego skusiło wspomnienie — i jął przychodzić na Skałę Narady. Siadywał przy boku Akeli, powyż Phaona, a ilekroć raczył zabierać głos, cała drużyna w ciszy wielkiej słuchała, póki nie skończył mówić. Wróciły się czasy szczęśliwych łowów i snu szczęśliwego. Nikt obcy nie śmiał wdzierać się w obszary puszczańskie, należące do plemienia Mowgliego, jak teraz nazywano wilczą drużynę. Wilczki nabierały tuszy i siły, a na obrzęd oględzin przyprowadzano zawsze spory zastęp wilczątek. Mowgli zawsze brał udział w oględzinach. W żywej pamięci miał ową noc, gdy dzięki pewnej czarnej panterze pewne goluśkie bobo zostało członkiem Wilczej Gromady. Toteż przeciągłe wołanie:
— Przyjrzyjcie się, przyjrzyjcie się, o Wilcy! — budziło w jego sercu dreszcze dziwnych uczuć.
Resztę czasu spędzał daleko, w głębi dżungli, gdzie zaznawał coraz to nowych przyjemności, widoków, spostrzeżeń i wrażeń.
Pewnego wieczoru o zmierzchu, gdy biegł marudnie przez chaszcze, wlokąc przeznaczoną dla Akeli połowę upolowanego kozła, a towarzysząca mu czwórka wilków-kamratów poszturchiwała się wzajemnie i z uciechą przewracała się po trawie — nagle opodal rozległ się wrzask, jakiego nie słyszano od czasów nieświętej pamięci Shere Khana. Pheeal taką nazwę nosi ów okrzyk przeraźliwy, jaki wydaje szakal, gdy poluje na ochłapy zostawione przez tygrysa lub gdy zanosi się na jakieś wielkie łowy. Jeżeli potraficie sobie wyobrazić bezładny zespół nienawiści, tryumfu, trwogi i rozpaczy, na dobitkę przetkany nutą przebiegłej złośliwości, to możecie sobie jako tako wyobrazić ów pheeal, który rozbrzmiał nagle hen gdzieś poza Wajngangą — i skonał w pogłosie drgających zawodzeń i jęków. Wilki najeżyły sierść i poczęły warczeć. Mowgli porwał się do noża i stanął jak skamieniały.