— Tak samo mówił Akela w noc ową, gdyśmy się potykali z rudymi psami — mruknął Mowgli.

— To samo mówił i Kaa, który jest mędrszy od nas wszystkich.

— A co ty powiesz, Szary Bracie?

— Oni już raz cię wypędzili, lżąc plugawymi słowy. Rozcięli ci usta kamieniem. Wysłali Buldea, żeby cię zgładził. Chcieli wtrącić cię do Czerwonego Kwiecia. Ty, a nie ja, mówiłeś, że oni są źli i głupi. Ty, a nie ja (boć ja mam na głowie własne, plemienne sprawy), podbechtałeś przeciw nim całą dżunglę. Ty, a nie ja, ułożyłeś przeciw nim pieśń zjadliwszą niż nasze pieśni o rudych psach.

— Pytam ciebie, co ty o tym sądzisz?!

Rozmowę tę prowadzili biegnąc. Szary Brat przez chwilę kłusował w milczeniu, a potem jął między jednym skokiem a drugim rzucać takie oto słowa:

— Szczenię Ludzkie... Władco Dżungli... synu Rakshy... mój Bracie i towarzyszu legowiska... wiedz, że chociaż... na wiosnę... trochę ci czasem skrewię... to jednak... twój ślad jest moim śladem... twój barłóg moim barłogiem... twój łów moim łowem... a twoja walka moją walką na śmierć i życie. Mówię to w imieniu moim i trzech moich braci. Ale co ty zamierzasz powiedzieć dżungli?

— Mądrześ to przemyślał. Nie ma co zwlekać z łowami, gdy zdobycz już upatrzona. Pobiegnij naprzód i zwołaj wszystkich na Skałę Narady, a oznajmię im, co leży mi na sercu. Ale może nikt się nie zjawi... w Czasie Nowej Gwary na pewno wszyscy o mnie już zapomnieli...

— A ty... czyś nie zapomniał niczego? — rzucił mu zapytanie Szary Brat, obejrzawszy się poza siebie, po czym pomknął wytężonym cwałem. Mowgli podążył za nim, pogrążony w zadumie.

W innej porze roku wieść rozniesiona przez Szarego Brata poruszyłaby od razu całą dżunglę i zwołałaby na jedno miejsce wszystkich jej mieszkańców, zjeżywszy im sierść na grzbietach. Teraz jednak wszyscy byli zajęci łowami, walką i śpiewaniem. Szary Brat biegał od jednego do drugiego, oznajmiając: