— Przepadnijcie, moce ciemności! — wymówił ojciec Wiktor, który jako doświadczony spowiednik wyczuwał ból w każdym zdaniu lamy.
— Widzę teraz, że znak Czerwonego Byka był przestrogą zarówno dla mnie, jak i dla ciebie. Wszelka pożądliwość jest czerwona... i zła. Będę odbywał pokutę i sam na własną rękę szukać będę tej rzeki.
— W każdym razie powróć do tej kobiety z Kulu — rzekł Kim — bo inaczej zginiesz na drodze. Ona cię będzie żywiła, póki nie wrócę do ciebie.
Lama machnął ręką, dając do zrozumienia, że sprawę tę już obmyślił w głowie.
— A teraz — głos mu się zmienił, gdy się zwrócił do Kima — co oni z tobą uczynią? Ja, bądź co bądź, zdobywając sobie zasługi, mogę zmazać przeszłe zło.
— Zrobią ze mnie sahiba... tak im się zdaje... Pojutrze wrócę. Nie martw się.
— Jakiego? Czy takiego jak ten, czy takiego jak tamten? — (tu wskazał na ojca Wiktora. ) — A może jednego z tych, których widzieliśmy dziś wieczorem... co noszą pałasze i chodzą ciężkim krokiem?
— Być może.
— To niedobrze. Ci ludzie idą za pożądliwością i dochodzą do pustki duchowej. Ty nie powinieneś być taki.
— Kapłan w Umballi mówił, że moją gwiazdą jest wojna — wtrącił Kim. — Zapytam tych kpów... ale, prawdę mówiąc, jest to zgoła zbyteczne. Ucieknę jeszcze tej nocy, mimo że chciałbym się przyjrzeć nowym rzeczom.