— Słowo daję, niekiedy marzę, że powinienem to uczynić. Ale nie tracę nadziei, że wychowają go na dobrego katolika. Niepokoi mnie jedynie, co się stanie, jeżeli stary żebrak...

— Lama, lama, kochany księże dobrodzieju; niektórzy z nich są prawdziwymi panami w swym kraju.

— No, więc ten lama w przyszłym roku może będzie zalegał z opłatą? Umie on przepysznie układać sobie plany pod wrażeniem chwili, ale pewnego pięknego dnia musi przecie umrzeć. I brać pieniądze od poganina na wychowanie dziecka w duchu chrześcijańskim...

— Przecież on sam powiedział wyraźnie, czego chce. Widocznie, skoro dowiedział się, że chłopak jest z rasy białej, zaraz uzgodnił z tym swe rozporządzenia. Oddałbym gażę miesięczną, by słyszeć, jak on to wszystko wyjaśnił w świątyni Tirthankerów w Benares. Wiesz co, padre, nie chwalę się wielkim zasobem wiadomości o krajowcach, ale jeżeli taki powie, że zapłaci, to zapłaci... za życia czy po śmierci. Chcę przez to powiedzieć, że spadkobiercy wezmą na siebie ten dług. Radzę księdzu wysłać Kima do Lucknow. Jeżeli wasz kapelan anglikański sądzi, żeś go ksiądz ubiegł....

— Bodajże tego Bennetta!... Posłano go na front zamiast mnie. Doughty uznał mnie za fizycznie niezdolnego. Wyklnę Doughty’ego, jeżeli powróci żyw! Pewnie, że Bennett winien poprzestać na...

— Sławie, zostawiając religię księdzu. Otóż, właśnie tak! Prawdę mówiąc, myślę, że Bennett się tym nie przejmie. Proszę całą winę zwalić na mnie. Ja... hrrm!... gorąco polecam wysłać chłopca do zakładu św. Ksawerego. Może jechać tam za przepustką, jako sierota po żołnierzu, przez co oszczędzi się wydatku na kolej. Możesz mu ksiądz sprawić całe oporządzenie za pieniądze ze składki pułkowej. Loża uwolni się od ponoszenia kosztów jego wychowania i to wprawi ją tylko w dobry humor. Da się to łatwo uskutecznić. W przyszłym tygodniu mam jechać do Lucknow. Będę czuwał nad chłopcem w drodze... oddam go pod opiekę mej służbie i tak dalej...

— Dobry z pana człowiek.

— Bynajmniej. Niech ksiądz się nie myli co do tego. Lama przysłał nam pieniądze w określonym celu; nie możemy, ot, tak sobie ich odesłać. Powinniśmy zrobić tak, jak on poleca. A zatem sprawa ubita, czy tak? Powiedzmy, w najbliższy wtorek... to znaczy za trzy dni... ksiądz przyprowadzi mi go do nocnego pociągu jadącego na południe... zgoda? Tylko trzy dni. Przez te trzy dni chłopak nie potrafi wiele nabroić.

— Ciężar spadł mi z duszy, ale... ta oto rzecz? — mignął przekazem. — Nie znam Gobinda Sahaia ani też jego banku, który może jest tylko dziurą w murze.

— Widać, że ksiądz nigdy nie był zadłużonym poruczniczyną! Pozwoli ksiądz, że zainkasuję to i przyślę kwity w należytym porządku.