— Posłuchaj no — ozwał się z werandy gwarą krajową pułkownik. — Za trzy dni pojedziesz ze mną do Lucknow, a co chwilę będziesz widział i słyszał coraz to nowe rzeczy. Przeto siedź spokojnie przez te trzy dni i nie uciekaj. Pójdziesz do szkoły w Lucknow.
— Czy spotkam tam mojego świątka? — chlipnął Kim.
— Lucknow znajduje się, bądź co bądź, bliżej Benaresu niż Umballa. Być może, że pojedziesz tam pod moją opieką. Mahbub Ali wie o tym i bardzo by się gniewał, gdybyś teraz znów poszedł na wagary. Pamiętaj: opowiadano mi wiele rzeczy, których nie zapomnę.
— Będę czekał — rzekł Kim — ale chłopcy będą mnie bili...
Wtem zatrąbiono na obiad.
Rozdział VII
Dla kogóż się na niebie wielkie słońca ważą,
A wraz blade księżyce i gwiazd sprzężne roje?
Wejdź w ich tłum — twego przyjścia tu nie zauważą...
Niebo — w górze, na dole ziemia toczy boje,