— Ale, o święty, chyba nie zapomniałeś o naszej włóczędze i o wszystkim, co się nam zdarzyło po drodze? Chyba przybyłeś po trosze i dlatego, by zobaczyć się ze mną?

— Konie mi zmarzły i już czas by dać im obroku! — skamlał dorożkarz.

— Wynoś się do piekła i zamieszkaj tam ze swą bezwstydną ciotką! — warknął Kim poza siebie. — Jestem sam jak palec w tym kraju; nie wiem, gdzie idę, ani co się ze mną stanie. Serce moje było w tym liście, który wysłałem do ciebie. Z wyjątkiem Mahbuba Alego (a ten jest Pathan) nie mam przyjaciela, jak tylko ciebie. Nie odchodź już na zawsze ode mnie.

— I o tym pomyślałem — rzekł lama drżącym głosem. — Jest rzeczą zrozumiałą, że od czasu do czasu winienem zdobywać sobie zasługę (o ile przedtem nie znajdę mej rzeki), upewniając się, czy stopy twoje ugruntowane są na fundamencie mądrości. Nie wiem, czego cię tu będą uczyć, ale ksiądz pisał mi, że żaden syn sahiba w całych Indiach nie otrzyma lepszego wykształcenia jak ty. Przeto od czasu do czasu będę tu wracał. Może będziesz takim sahibem, jak ten, co dał mi te okulary — (lama przetarł je starannie) — w Domu Cudów w Lahorze. W tym cała moja nadzieja, bo on był źródłem mądrości... mądrzejszy był od wielu znanych mi przeorów... Ale też być może, że zapomnisz o mnie i o naszych spotkaniach...

— Jeśli jem twój chleb — krzyknął Kim w uniesieniu — jakże mogę kiedy zapomnieć o tobie?

— Nie... nie... — tu lama odsunął chłopca od siebie. — Muszę powracać do Benares. Teraz, skoro już wiem o istniejącym w tej krainie zwyczaju wyręczania się skrybentami, będę ci co pewien czas przysyłał listy, a czasami przyjadę, by ciebie odwiedzić.

— Lecz dokądże mam posyłać listy? — kwilił Kim, chwytając się jego szaty i zapominając, że jest sahibem.

— Do świątyni Tirthankerów w Benares. To miejsce sobie obrałem, póki nie znajdę swej rzeki. Nie płacz; zważ, że wszelkie pragnienie jest jeno złudą i nowym przykuciem do Koła. Wnijdź w Podwoje Wiedzy. Niech zobaczę, że wchodzisz... Czy mnie kochasz? Więc idź, bo mi się serce kraje... Przyjdę jeszcze. Na pewno powrócę.

Lama powiódł oczyma za ticcagharri wjeżdżającą z turkotem na dziedziniec i odszedł z wolna, za każdym posuwistym krokiem zażywając tabaki.

„Podwoje Wiedzy” zatrzasnęły się z łoskotem.