Powstał na równe nogi, obejrzał całą izbę i żółtą jak wosk twarz Huneefy; promienie wschodzącego słońca słały się nieznacznie na podłodze.
— Czy trzeba zapłacić tej wiedźmie?
— Nie. Ona cię zaczarowała przeciwko wszelkim diaskom i wszelkim niebezpieczeństwom... w imieniu swoich czartów. Takie było życzenie Mahbuba.
Po czym dodał po angielsku:
— Zdaje mi się, że jest on bardzo zacofany, skoro ulega takim przesądom. Przecież to wszystko polega na brzuchomówstwie... gadaniu brzuchem... hę?
Kim mimowolnie strzelił palcami, by zażegnać wszelkie licho (wiedział, że Mahbub nie życzył mu nic złego) — jakie mogło się zaplątać w zaklątki Huneefy. Hurree zaśmiał się ponownie; lecz gdy przechodził przez izbę, baczył pilnie, żeby nie przydeptać skulonego, krępego cienia Huneefy na podłodze. Jędze, gdy przyjdzie ich pora, mogą capnąć za pięty człowieka, który by się ważył to uczynić.
— Teraz musisz słuchać uważnie! — rzekł babu, gdy wydostali się na świeże powietrze. — Do obrzędów, których byliśmy świadkami, należy między innymi dostarczenie skute-ecznego amuletu dla członków naszego wydziału. Poma-acaj się po szyi, a znajdziesz srebrny amulecik, ba-arrdzo tani. To jest nasz amulet. Rozumiesz?
— O tak, hawa-dilli (podnosiciel serc) — rzekł Kim, obmacawszy szyję.
— Huneefa wyrabia je po 2 rupie 12 ann wraz... z wszelkimi zażegnaniami. Są zupełnie pospolite, z tą różnicą, że są miejscami czarno-emaliowane, a w każdym znajduje się papier zapisany imionami miejscowych świątków i innymi bazgrotami. Widzisz, tak to się przedstawia Huneefa! Huneefa robi je ty-ylko dla nas, lecz w razie, gdyby tego nie uczyniła, to my, dostawszy je, wkładamy dla uniknięcia wątpliwości okruszek turkusu; daje nam je pan Lurgan. Nie ma innego źródła ich nabywania; ale to wszystko moim jest pomysłem. Oczywiście jest to rzecz zgoła nieofi-icjalna, ale wygodna dla podwładnych. Pułkownik Creighton nie wie o tym; on jest Europejczykiem. Turkus jest zawinięty w papier... Tak, tędy idzie się do dworca... Dajmy na to, że podróżujesz z lamą lub chociażby kiedyś i ze mną, czy z Mahbubem. Dajmy na to, że znajdziemy się w opałach. Jestem człekiem bojaźliwym... bardzo bojaźliwym... ale bywa-ałem w niemałych tarapatach więcej razy, niż mam włosów na głowie. Mó-ówisz tedy: „Jestem synem czaru”. I wszystko idzie jak z pła-atka.
— Nie wszystko rozumiem. Ale niech ludzie tu nie słyszą, że mówimy po angielsku.