Otóż Dżeinowie oficjalnie uznają wszystkie bóstwa wiary hinduskiej, jako też Lingam i Węża. Ubierają się krojem bramińskim i skłonni są do wszelkich uroszczeń kastowego prawa hinduskiego. Ponieważ lamę znali i miłowali, ponieważ był człekiem sędziwym, ponieważ szukał drogi, ponieważ był ich gościem i ponieważ całymi nocami gawędził poufale z arcykapłanem (był to najwolnomyślniejszy z metafizyków, jacy kiedykolwiek bawili się w przesubtelnione dociekania), więc rozległ się szmer zgody.
— Pamiętaj — mówił Kim, schylając się nad dziecięciem — że to nieszczęście może jeszcze powrócić.
— Nie wróci, jeżeli wypowiesz odpowiednie zaklęcie — rzekł ojciec.
— Ale niebawem odejdziemy stąd precz.
— Istotnie — rzekł lama do wszystkich Dżeinów. — Idziemy teraz razem na poszukiwania, o których wam często opowiadałem. Czekałem, aż mój chela dorośnie. Przypatrzcie mu się! Idziemy na północ. Nigdy już nie obaczę tego miejsca mego odpoczynku, o ludzie dobrej woli.
— Ależ ja nie jestem żebrakiem — mówił wieśniak, podnosząc się na nogi i trzymając dziecko w objęciach.
— Ucisz się! Nie naprzykrzaj się świętemu — krzyknął jeden z kapłanów.
— Odejdź — szepnął Kim. — Czekaj nas pod wielkim mostem kolejowym, a na wszystkie bogi naszego Pendżabu, przynieś nam dużo jadła... karri165, włoszczyzny, ciastek smażonych na tłuszczu i słodyczy. Przede wszystkim słodyczy. No, chybaj166!
Bardzo do twarzy było Kimowi z tą bladością głodową, gdy stał, wysoki a szczupły, odziany w przydługie suknie posępnej barwy, trzymając jedną rękę na różańcu, a drugą jakby do błogosławieństwa... co było żywcem przejęte od lamy. Anglik, widząc go, powiedziałby, że przypomina młodego świętego z witrażu... gdy tymczasem był to jeno podrastający młodzian osłabiony czczością żołądka.
Długie i ceremonialne było pożegnanie; trzy razy już się kończyło i trzykrotnie zaczynało na nowo. Ów „poszukiwacz”, który zaprosił był lamę z dalekiego Tybetu do tego schroniska — srebrnolicy, łysy asceta — nie uczestniczył w tej ceremonii, ale jak zawsze dumał samotnie wśród wizerunków. Inni okazali się nadzwyczaj uprzejmi, wciskając staruszkowi drobne upominki — pudełko z betelem, piękny nowy piórnik żelazny, tajstrę z żywnością itp. — przestrzegając go przed niebezpieczeństwami świata i wróżąc pomyślny kres poszukiwaniom. Tymczasem Kim, bardziej opuszczony niż zazwyczaj, siedział w kucki na schodach i klął sam do siebie językiem zakładu św. Ksawerego.