Lama poglądał spokojnie w stronę przeciwną prądowi, kędy170 w długiej, zatartej perspektywie snuły się nieustannie smugi dymu z ognisk krematoriów na przystaniach nadrzecznych. Od czasu do czasu, wbrew wszelkim zarządzeniom władz miejskich, na pełnym nurcie kołysały się, wartko płynąc, szczątki na pół zwęglonego trupa.

— Gdyby nie ty — ozwał się Kamboh, przytulając dziecko do włochatej piersi — i ja może bym dzisiaj tam popłynął... wraz z tym maleństwem.. Kapłani powiadają, że Benares jest miejscem świętym, nikt w to nie wątpi, i że należy pragnąć, by tu człeka śmierć zaskoczyła. Lecz ja nie znam ich bogów, zaś oni sami domagają się pieniędzy; a gdy ktoś złoży im ofiarę, golone łby utyskują, że ofiara będzie bezskuteczna, jeżeli się im nie da drugiej. Kąp się tu! Kąp się tam! Syp ofiary, pij, skrapiaj się i rozrzucaj kwiaty... zawsze zapłacić musisz kapłanom. Nie! Nie masz to jak w Pendżabie, a w nim zasię najlepsza jest ziemia dżulundarska!

— Mówiłem wielekroć... w świątyni, jak mi się zdaje... że w razie potrzeby rzeka wytryśnie spod naszych stóp. Pójdziemy przeto na północ! — rzekł lama, powstając. — Przypominam sobie uroczą miejscowość, obsadzoną wokoło drzewami owocowymi, gdzie można przechadzać się i rozmyślać... i powietrze tam jest chłodniejsze. Chłód ten ciągnie od gór i śniegów górskich.

— Jak się zowie ta miejscowość? — rzekł Kim.

— Skądże mogę to wiedzieć? Czy ty nie... Nie, prawda, to było zaraz potem, jak ciebie zabrało to wojsko, co wyrosło spod ziemi. Przepędzałem tam czas na rozmyślaniach w izbie naprzeciw gołębnika... o ile mi nie przeszkadzała ta wieczna gadulska...

— Aha! Kobieta z Kulu. Było to koło Saharunpore — zaśmiał się Kim.

— Jakie zamiary ma twój mistrz? Czy idzie piechotą, pokutując za dawne grzechy? — zapytał Dżat ostrożnie. — Dyć171 to kawał drogi do Delhi.

— Nie! — odparł Kim. — Wyżebrzę tikkut na te-rain.

W Indiach nie bywa w zwyczaju przyznawać się do posiadania pieniędzy.

— Więc w imię bogów, pojedźmyż wozem ognistym. Mój syn najlepiej się poczuje w objęciach matki. Rząd obłożył nas wielu podatkami, ale dał nam jedną rzecz dobrą: te-rain, który łączy przyjaciół i jednoczy ludzi zaniepokojonych. Cudowny wynalazek ten te-rain.