Kępka smreczyny napełniła się jazgotliwymi kulisami... ogarnięci byli strachem, a zgroza czyniła ich gotowymi na wszystko. Ten, który był z Ao-chung, zaciskał w garści niecierpliwie komorę wybuchową swej strzelby i zabierał się do zejścia w dół.
— Poczekaj krzynę220, mężu święty; oni nie mogli ujść daleko; zaczekaj, aż wrócę.
— Wszak oto ta osoba doznała krzywdy... — rzekł lama, kładąc dłoń na swym czole.
— Właśnie też o to chodzi — brzmiała odpowiedź.
— Więc jeżeli ta osoba przebacza krzywdę, tedy wasze ręce są czyste. Co więcej, zdobędziecie sobie zasługę przez posłuszeństwo.
— Poczekaj, a pójdziemy wszyscy razem do Shamlegh! — upierał się ów człowiek.
Przez chwilę w sam raz tak długą, jakiej trzeba do nabicia strzelby, lama zawahał się, po czym zerwał się na równe nogi i położył palec na ramieniu górala.
— Czy słyszałeś? Ja to mówię... ja, com był przeorem w Such-zen, mówię, że nie wolno zabijać nikogo. Czy masz ochotę odrodzić się w postaci szczura lub wężem na podstrzeszu... robakiem w żołądku najpodlejszego ze zwierząt? Czy życzysz sobie...
Człowiek, co był rodem z Ao-chung, padł na kolana, bo głos lamy huczał jak tybetański gong do odpędzania diabłów.
— Ojej! Ojej! — zaczęli ludzie ze Spiti. — Nie przeklinaj nas... nie przeklinaj tego człowieka. To był jeno objaw żarliwości nabożnej, o mężu święty!... Ciśnij tę strzelbę, durniu!