— Gniew nad gniewy! Zło nad wszelkie zło! Nikogo nie wolno zabijać. Niech ci, którzy biją kapłany, chodzą w kajdanach własnych postępków. Sprawiedliwe i niezawodne jest Koło życia, co nie zbacza ani na włos! Ich czeka jeszcze wielokrotne odrodzenie... w katuszach.
Głowa mu obwisła i wsparł się ciężko na ramieniu Kima.
— O mało co nie dopuściłem się wielkiego grzechu, chelo — wyszeptał wśród śmiertelnej ciszy, co zaległa pod sosnami. — Doznawałem pokusy, by wysłać im kulę... a w Tybecie spotkałaby ich za to śmierć ciężka i powolna... Uderzył mnie w twarz... w ciało...
Osunął się na ziemię, dysząc ciężko, a Kim słyszał, jak wysilone jego serce tłukło się głośno w piersiach, to znów ustawało.
— Czy oni zatłukli go na śmierć? — ozwał się człek i rodem z Ao-chung, podczas gdy inni stanęli w oniemieniu. Kim śmiertelnie przerażony uklęknął nad ciałem lamy.
— Nie! — krzyknął przejęty do głębi. — To tylko choroba! — tu przypomniał sobie, że był białym człowiekiem i że ma na podorędziu przybory podróżne innego białego człowieka. — Otwórzcie kilty! Sahibowie mają za pewne jakieś lekarstwo!
— Oho! Jeżeli tak, to ja je znam! — przemówił, śmiejąc się, człowiek z Ao-chung. — Nie na to byłem przez pięć lat shikarrim sahiba Yanklinga, żebym nie miał znać tego lekarstwa. Ba, nawet go kosztowałem. Patrz!
Wyciągnął z zanadrza butelkę taniej gorzałki — takiej, jaką w Leh sprzedają przybyszom — i zręcznie wlał jej kapkę lamie między zęby.
— Tak czyniłem, gdy sahib Yankling zwichnął sobie nogę z tamtej strony Astoru. Aha! Ja już przejrzałem zawartość ich koszów... lecz podzielimy się tym, jak należy, dopiero w Shamlegh. Daj mu jeszcze trochę. To dobre lekarstwo. Pomacaj! Serce mu już teraz lepiej bije. Połóż go głową na dół i nacieraj mu z lekka pierś. Gdyby był czekał spokojnie, aż policzę się z sahibami, nigdy by się tak nie stało. Ale nuż sahibom przyjdzie ochota polować tu na nas? Wtedy nieźle byłoby puknąć do nich z własnej ich broni, hę?
— Jednemu już zapłaciłem, jak mi się zdaje — ozwał się Kim przez zęby. — Kopnąłem go w pachwinę, gdyśmy się toczyli z góry. O gdybym go zabił!