— Książek mi nie potrzeba. Zresztą to tylko logarytmy do pomiarów, jak sądzę.

Odłożył je na bok.

— Listów nie rozumiem, ale pułkownik Creighton je zrozumie. Trzeba je wszystkie schować. Mapy... oni malują mapy lepiej niż ja, ma się rozumieć. Wszystkie listy krajowców... oho!... zwłaszcza muraslę.

Powąchał haftowaną sakiewkę.

— To musi być od radży Hilàs lub radży Bunàr, więc Hurree Babu mówił prawdę. Na Jowisza! Ładny połów! O gdybyż Hurree Babu mógł wiedzieć!... Resztę muszę wyrzucić za okno.

Obmacał przepyszny pryzmatyczny kompas i błyszczący wierzch teodolitu. Ale, koniec końców, sahibowi nie bardzo wypada kraść, a te przedmioty mogły być później niepożądanym dowodem. Wybrał starannie każdy skrawek rękopisu, każdą mapę i wszystkie listy krajowców. Zrobiła się z tego niezbyt twarda paczka czworokątna. Trzy zamknięte teki o okutych grzbietach i pięć wytartych notatników kieszonkowych odłożył na bok.

— Listy i muraslę muszę nosić pod kabatem i za pasem, a te książki ręcznie zapisane muszę włożyć do tobołka z żywnością. Będzie to bardzo ciężkie... Nie, sądzę, że więcej już tu nic nie ma. Jeżeliby coś nawet było, to trzeba zrobić tak, jak kulisi, mianowicie rzucić to w przepaść i wszystko będzie w porządku. No idźże i ty teraz za innymi.

Napakował kiltę wszystkim, czego zamierzał się pozbyć, i wywindował ją na parapet okienny. O tysiąc stóp poniżej spoczywała gnuśna, obła i podługowata ławica mgły, snadź224 nietknięta jeszcze promieniami porannego słońca; jeszcze na tysiąc stóp pod nią wznosił się stuletni bór sosnowy. Skoro wir wiatru rozrzedził mgłę, Kim dostrzegł zielone wiechy sosen wyglądające ni to ścielisko mchu.

— Nie! Zdaje mi się, że nikt nie pójdzie za tobą!

Kosz, spadając w koziołkach, wysypał całą swą zawartość. Teodolit hrymnął w jakiś wystający cypel skalny i roztrzaskał się z hukiem jak bomba; książki, kałamarze, pudełka farb, cyrkle i linijki leciały przez czas jakiś niby rój pszczół, po czym znikły — i chociaż Kim, wychylając się z okna do połowy ciała, wytężał słuch, to jednak ani jeden odgłos nie doszedł go z otchłani.