— Bo ma tak wielkie serce.
— Jeszcze nie było Bengalczyka, który by miał serce większe od dziurawego orzecha. Ale mniejsza o to... A teraz pogadamy względem tych orzechów. Za przysługę winna być zapłata. Powiedziałam, że wieś należy do ciebie.
— Jakaż to dla mnie strata! — zaczął Kim. — Dopiero układałem sobie w sercu urocze plany, że...
Nie potrzeba przytaczać komplementów, dostosowanych do tego rodzaju okoliczności. Westchnął głęboko...
— Ale mój mistrz porwany widzeniem...
— Phh! Cóż stare oczy mogą widzieć, prócz pełnej misy?
— ...chce powracać z tej wsi znów na niziny.
— Proś go, by pozostał.
Kim potrząsnął głową.
— Znam mego świątka i wiem, jak się gniewa, gdy mu się kto sprzeciwi — odparł przekonywająco. — Jego klątwa wstrząsa posady gór.