— Przyślę go, lecz wypędzać go byłoby dowodem wielkiej niewdzięczności. Miał on przynajmniej tyle przytomności, że wyłowił świętego ze strumienia i zdobył sobie zasługę... choć święty tego nie powiedział...

— Jest to hakim wielce uczony. Przyślij go, matko.

— Kapłan wychwala kapłana? Co za dziwo? Jeżeli on ci jest jakimś kmotrem (darliście z sobą koty, gdyście tu byli za ostatnim razem), przyciągnę go tu postronkami i... i dam mu potem obiad, jak przystoi jego kaście, mój synu... Wstawaj i spojrzyj na świat! Ta bezczynność, ta mitręga na barłogu jest matką siedemdziesięciu diabłów... mój synu! Mój synu!

Podreptała na dwór, by rozpętać całą burzę w izbie czeladnej, a niebawem tuż za jej cieniem wtoczył się babu udrapowany płaszczem zarzuconym na barki, niby u jakiegoś cesarza rzymskiego, opasły na gębie niczym Tytus, z odsłoniętą głową, obuty w nowe buciki z patentowanej skóry — słowem w całym rozkwicie dobrobytu i tuszy, rozlewny w radości i w powitaniach.

— Na Jowisza, panie O’Haro, ależ ja jestem nad wyraz szczęśliwy, że cię widzę. Pozwolisz, że zamknę drzwi. Szkoda, że jesteś chory. Czy bardzo źle się czujesz?

— Papiery... papiery z kilty. Mapy i murasla! — i niecierpliwie podał mu klucz, gdyż obecnie jedynym pragnieniem, jakie miał w duszy, było pozbyć się zdobyczy.

— Masz całkowitą słuszność. Co to znaczy być człowiekiem! Zdobyłeś co?

— Wziąłem wszystkie rękopisy, jakie były w kilcie. Resztę rzuciłem w przepaść.

Posłyszał zgrzyt klucza w zamku, kleiste trzeszczenie rozdzieranej z wolna ceraty i szybkie szeleszczenie papierami. W ciągu bezczynnych dni przewlekłej choroby dręczył się bez najmniejszego uzasadnienia świadomością, że one tam leżą pod nim... jako ciężar, którego nie podobna zanieść na miejsce przeznaczenia. Toteż zatętniła mu krew w całym ciele, gdy Hurree, czyniąc słoniowate podrygi, zatarł znów ręce.

— To ślicznie! O prześlicznie, panie O’Haro! Tyś... Ha, ha, ha!... tyś mi dychnął cały wór różnych szachrajstw... wszystkie ich materiały i tajniki... wszystko, jak się patrzy! Zwierzali mi się, że ośmiomiesięczna robota poszła na marne! Na Jowisza, jak mnie oni tłukli!... Patrz, oto list od radży Hilàs! — wyrecytował parę wierszy pisanych językiem dworu perskiego, bo tą mową posługuje się urzędowa i nieurzędowa dyplomacja na Wschodzie. — Mości radża sahib już wdepnął w pułapkę. Będzie musiał się tłumaczyć, czemu to, u kroćset diabłów, pisuje listy miłosne do cara. A tu jakie doskonałe mapy... a oto kilku ministrów z tych krajów też dało się uwikłać w tę korespondencję. Na Boga, sar! Rząd angielski zmieni prawo następstwa tronu w Hilàs i Bunàr i zamianuje nowych dziedziców korony. „Co robisz zdra-dziecko, to najbardziej nieprawe255... ale ty nie rozumiesz, hę?