— Czy już masz w rękach te szpargały? — zapytał Kim, którego poza tą jedyną myślą nic nie obchodziło.

— Może chcesz się ze mną założyć, czy je mam? — i powtykał wszystko, co znalazł, w przestwory swych szat dokoła całego ciała, jak to umieją tylko ludzie Wschodu. — Co więcej, wszystko to już idzie do biura. Stara jejmość myśli, że będę tu wiekuistą przylepą; tymczasem ja wyruszę z całą zdobyczą prosto, jak strzelił — i to natychmiast. Pan Lurgan będzie dumny. Urzędo-ownie jesteś moim podwładnym, ale ja wspomnę o tobie w rap-porcie ustnym. My Bengalczycy odznaczamy się dokła-adnością wiadomości.

Szastnął kluczem i pokazał puste dno skrzynki.

— Dobrze. Dobrześ zrobił. Byłem bardzo zmęczony. Mój święty też chorował. Podobno wpadł do...

— Oo tak! Jestem mu z całej duszy przyjacielem, słowo ci daję. Gdym przybył tu za wami, on zachowywał się jak ostatni dziwak, więc mi przychodziło na myśl, że może to on przechowuje te papiery. Towarzyszyłem mu w czasie rozmyślań, po trosze w tym celu, by roztrząsać kwestie et-tnologiczne. Jak widzisz, jestem tu teraz mało znaczącą osobistością wobec jego przeróżnych czarów. Na Jowisza, O’Haro, czy wiesz, że on miewa czasem paroksyzmy?... i to kat-taleptyczne, jeśli nie epileptyczne! W takim stanie zdybałem go raz pod drzewem in articulo mortis256; naraz podskoczył i dalejże brnąć przez strumień... gdyby nie ja, byłby się utopił. Wyciągnąłem go na brzeg.

— To dlatego, że mnie tam nie było! — rzekł Kim. — On przecie mógł umrzeć.

— Tak, niewiele mu brakowało... ale teraz już się wysuszył i utrzymuje, że przebył transfigurację. — Tu babu stuknął się znacząco w czoło. — Z jego dowodzeń porobiłem wyciągi dla Towarzystwa Królewskiego... in posse257. Musisz czym prędzej wyzdrowieć i przyjechać do Simli, a u Lurgana opowiem ci wszystkie swe przygody. Pyszny był to kawał. Nogawki spodni zdarły się im doszczętnie, a stary radża Nahan wziął ich za zbiegłych żołnierzy europejskich.

— Aha! Ci Moskale? Dokądże to oni trzymali się ciebie?

— Jeden z nich był Francuzem. Ach, byłoż tych dni i dni, i dni! Teraz cała ludność górska jest święcie przekonana, że wszyscy Moskale są ostatnimi dziadami! Na Jowisza! Nie było takiej mordęgi, jakiej bym ich nie nabawił! A com naopowiadał ludziom prostym... ach, jakie bujdy i dykterie! Opowiem ci to wszystko, gdy zawitasz do starego Lurgana. Będziemy mieli o czym gadać... ach!... przez noc całą! Mamy się obaj czym szczycić! Taak... a oni mi jeszcze za to wydali list uwierzytelniający! Ależ to wyśmienity psikus! Trzeba ci było ich widzieć, jak stwierdzali swą tożsamość w Banku Związkowym! Dzięki Wszechmocnemu, że tak pięknie zdobyłeś te papiery! Teraz nie ba-ardzo się śmiejesz, ale będziesz się śmiał, gdy wyzdrowiejesz. Teraz idę wprost na kolej i... wio! Odniesiesz z tej gry swojej wiele różnych korzyści. Bardzośmy z ciebie dumni, choć nabawiłeś nas wielkich strachów. Tyczy się to zwłaszcza Mahbuba.

— A jakże, Mahbub! Gdzież on teraz bawi?