Mahbub roześmiał się i szarpnął świeżo malowaną brodę.

— Rozmyślałem wówczas o innych sprawach. To hakim dakkański przerwał mi rozmyślania.

— W razie przeciwnym — (powiedział to w języku pashtu, gwoli263 przyzwoitości) — zakończyłbyś swe rozmyślania w smolnych czeluściach piekła... bo przy całej dziecięcej prostocie jesteś niewierny i bałwochwalca. Ale cóż teraz począć, Czerwony Kapcylindrze?

— Oto jeszcze tej nocy — wychodziły z wolna słowa drgające triumfem — oto jeszcze tej nocy on będzie, tak jak i ja, wolny od wszelkiej zmazy grzechu... i opuściwszy to ciało, będzie, tak jak i ja, pewny wyzwolenia od Koła Zjawisk. Mam znak — tu złożył obie ręce na piersi, gdzie w zanadrzu spoczywało rozdarte malowidło — że moje życie potrwa już niedługo, ale jego powinienem zabezpieczyć na całe lata. Przypomnij sobie, że pozyskałem Świadomość... jakem ci to opowiadał przed trzema dniami.

— Musi być prawdą to, co powiedział kapłan w Tirah, gdym wykradł żonę jego kuzyna... żem jest sufi (wolnomyślny). Bo, jak tu siedzę... — mówił Mahbub do siebie, upajając się bluźnierstwami niedającymi się pomyśleć — ...pamiętam tę opowieść. Sądząc więc z tego, on pójdzie do Dżanatu l’Adn (ogrodów rajskich). Ale teraz? Czy chcesz go zabić, czy utopić go w tej cudownej rzece, z której wyciągnął cię babu?

— Nie wyciągano mnie z żadnej rzeki — rzekł lama prostodusznie. — Zapomniałeś, jak to się stało. Znalazłem ją dzięki Świadomości.

— Ach, tak! Prawda — bełkotał Mahbub miotany pospołu wielkim oburzeniem i niebywałą wesołością. — Wyszedł mi z pamięci dokładny przebieg całego zdarzenia. Tyś znalazł ją świadomie.

— A mówić, że chcę mu odebrać życie, jest... nie grzechem, ale po prostu szaleństwem. Mój chela pomógł mi odnaleźć tę rzekę, zatem ma prawo obmyć się z grzechu... wraz ze mną.

— Tak, jemu potrzebne jest oczyszczenie. Ale potem, staruszku, cóż potem?

— Cóż ci na tym zależy, o nieba! On jest już pewny Nibbanu... oświecony jak i ja.