— A juści! — odrzekł Kim, basując mu. Chłopak był wielce szczęśliwy, że wyrwał się w świat szeroki, gdzie mógł żuć pan i widzieć dobrze usposobionych ludzi.

— To był byk... Ryży Byk, co ma przyjść i pomagać ci... i porwać cię... dokąd?.... wyleciało mi z pamięci. Ryży Byk w zielonym polu... nieprawdaż?

— Nie, nie porwie mnie nigdzie — rzekł Kim. — Opowiedziałem ci tylko taką bujdę.

— Co takiego? — wyrwała się wieśniaczka, pochylając się naprzód, aż zabrzękły41 bransolety na jej ramieniu. — Czy obaj śnicie na jawie? Ryży Byk na zielonym polu, który porwie cię do nieba... czy też co? Czy było to jasnowidzenie? Czy ktoś gadał proroctwa? Dyć my mamy Ryżego Byka w wiosce za miastem Jullundur... i on lubi się pasać na najzieleńszym z naszych pól!

— Daj kobiecie babską klechdę, a krawczykowi42 włókno i listek, to ci utkają różne dziwa! — rzekł sikh. — Wszyscy święci ludzie cięgiem roją, a ich uczniowie, idąc za mistrzami, też nabywają tej właściwości.

— A więc Ryży Byk... czyż nie tak? — powtórzył lama. — Może w poprzednim życiu pozyskałeś zasługę, a byk przyjdzie, by cię wynagrodzić.

— Nie... nie... była to tylko bajka, którą ktoś mi opowiedział... ot, żeby sobie zażartować. Mniejsza z tym! Lecz koło Umballi ja będę szukał Byka, a ty zaś możesz dopytywać się o rzekę i ochłonąć od turkotu pociągu.

— Może Byk wie o tym... że jest zesłany, by prowadzić nas obu — rzekł lama, pełen dziecięcej nadziei, po czym zwrócił się do obecnych, wskazując Kima: — Ten został mi zesłany dopiero wczoraj... Jak sądzę, nie jest on z tego świata.

— Spotykałam już wielu dziadów, a i świątków też niemało, aliści takiego yogi ani takiego żaka jeszcze nie zdarzyło mi się widzieć! — rzekła baba.

Jej mąż stuknął się z lekka palcem w czoło i uśmiechnął się. Lecz niebawem, gdy lama zabierał się do jedzenia, częstowali go tym, co mieli najlepszego.