— Co to znaczy „obłaskawieni Piktowie”? — zaciekawił się Dan.
— Ano, tacy Piktowie (a jest ich wielu), którzy znają nieco wyrazów naszej mowy i przekradają się przez Wał, by sprzedawać nam kuce i psy wilczury. Bez konia, psa i przyjaciela człowiek zginąłby snadnie. Bogowie dali mi psa i konia, i przyjaciela, a pomnij, mój chłopcze, gdy wyrośniesz na młodzieńca, że nie ma daru tak cennego jak przyjaźń, albowiem los twój może zależeć od tego, kto ci będzie pierwszym w życiu prawdziwym przyjacielem.
— Słowa jego mają oznaczać — rzekł Puk szczerząc zęby — że jeżeli postarasz się sam być dobrym kolegą za lat młodych, to na pewno w latach dojrzalszych będziesz się przyjaźnił z przyzwoitymi ludźmi. Jeżeli będziesz łobuzem, to będziesz miał samych łobuzów za towarzyszy swego żywota. Posłuchajcie, jak cnotliwy Parnezjusz rozprawia o przyjaźni!
— Nie jestem znowu tak cnotliwy! — odrzekł Parnezjusz. — W każdym razie wiem, co to dobroć. Co się zaś tyczy mojego przyjaciela, to chociaż nie miał się czego spodziewać, jednakże był dziesięć tysięcy razy lepszy ode mnie. Przestań się śmiać, mości Faunie!
— Och młodości, co wiecznie wszystkiemu wierzysz! — zawołał Puk kołysząc się na gałęzi nad jego głową. — Opowiedzże im o twoim Pertinaxie!
— On to był tym przyjacielem, którego zesłali mi bogowie... Ten chłopak, który mnie zaczepił w dniu mojego przybycia. Był mało co starszy ode mnie, a dowodził kohortą Victoria Augusta, stojącą na wieży sąsiadującej z nami i z Numidyjczykami. Dzielnością i zaletami rycerskimi przewyższał mnie znacznie.
— Dlaczego więc przebywał na Wale? — skwapliwie zapytała Una. — Przecież sam mówiłeś, że każdy z ludzi, którzy tam stali, nabroił coś złego...
— Z nim było zgoła inaczej. Utraciwszy ojca, chował się w Galii pod opieką wuja, bogatego człowieka, który nie zawsze odnosił się uprzejmie do jego matki. Gdy Pertinax dorósł, wykrył różne jego sprawki, przeto wuj przemocą i fortelem wsadził go na okręt i wysłał na służbę przy Wale. Zapoznaliśmy się z sobą podczas obrzędu w naszym przybytku... po ciemku. Była to ofiara byka — objaśnił Parnezjusz Pukowi.
— Wiem, o co ci chodzi! — odrzekł Puk i zwrócił się do dzieci: — Ale wy jeszcze byście wszystkiego nie rozumieli. Parnezjusz chce przez to powiedzieć, że spotkał się z Pertinaxem w świątyni.
— Tak... spotkaliśmy się najpierw w pieczarze... i obaj zostaliśmy podniesieni do stopnia Gryfów. — To mówiąc Parnezjusz podniósł na chwilę rękę ku szyi. — On był już dwa lata na Wale, przeto dobrze znał Piktów. Od niego nauczyłem się, jak trzeba nosić wrzos.