Zacząłem opowiadać wszystko, com wiedział, a Pertinax nieraz uzupełniał kilkoma słowami mą opowieść. Oświadczyłem, że Pikt nie wyrządzi nikomu nic złego, jeżeli tylko ktoś zada sobie trud zrozumienia jego życzeń i potrzeb. Uraza ich do nas płynęła głównie z tego, żeśmy spalali ich wrzosowiska. Dwa razy do roku cała załoga Wału wyruszała na północ w ich krainę i uroczyście paliła wrzos na dziesięć mil wokoło. Nasz wódz Rutilianus nazywał to „oczyszczaniem terenu”. Piktowie oczywiście zmykali jak oparzeni, więc całe nasze zwycięstwo polegało na tym, żeśmy latem niszczyli krzewy dające kwiecie ich pszczołom, a na wiosnę tratowaliśmy paszę ich owiec.
„Prawda, święta prawda! — rzekł Allo. — Jakże możemy przyrządzać nasz święty napitek wrzosowy, jeżeli spalicie paszę naszych pszczółek?”
I takeśmy długo rozmawiali. Maximus raz po raz rzucał bystre zapytania, z których można było zmiarkować, iż wiedział wiele o Piktach, a jeszcze więcej o nich myślał. W końcu odezwał się do mnie: „Jeżelibym ci oddał w zarząd dawną prowincję Walencję, to czy potrafiłbyś utrzymać Piktów w spokoju, póki nie podbiję Galii? Ale odsuń się w bok, byś nie widział twarzy Alla, i mów szczerze, co sam myślisz”.
„Nie — odpowiedziałem. — Tej prowincji już nie da się wskrzesić. Zbyt długo Piktowie zażywali wolności...”
„Pozostaw im własne rady gminne i niech sami zaopatrują w broń swych wojowników! — kusił mnie Maximus. — Jestem pewny, że będziesz rządził nimi bardzo łagodnie”.
„I na to się nie zgodzę — odparłem. — Przynajmniej teraz nie mogę. Zbyt wielkiego doznawali ucisku Piktowie, przeto przez długie lata trudno im będzie mieć zaufanie do czegokolwiek, co wiąże się z imieniem Rzymian”.
W tej chwili posłyszałem za sobą szept starego Allo: „Poczciwy chłopak!”
„W takim razie cóż mi zalecasz, by utrzymać Północ w spokoju na czas mej wyprawy do Galii?”
„Zostaw ich samych sobie — odpowiedziałem. — Zakaż wypalać ich wrzosowiska... a ponieważ ludkowie to niebogaci, więc przyślij im od czasu do czasu parę okrętów zboża”.
„I przykaż, by je rozdzielali tubylczy włodarze, a nie jacyś greccy szachraje” — dodał Pertinax.