Spojrzał na morze huczące spienioną kipielą. Widać tam było jeden jeszcze statek nie uszkodzony, stojący poza dosięgiem strzału naszych katapult. Kazałem zaniechać strzelania, rozbitek zaś dał znak ręką w stronę owego statku. Statek podjechał natychmiast, jak pies przybywa na skinienie swego pana. Gdy przybliżył się na sto kroków do wybrzeża, on odgarnął w tył włosy i rzucił się w morze. Wciągnięto go na pokład i statek oddalił się. Wiedziałem, że pomiędzy wszystkimi narodami jest wielu wyznawców Mithrasa, przeto nie myślałem już więcej o tym zdarzeniu.

W miesiąc później, gdym znajdował się koło świątyni Pana, mości Faunie, obaczyłem Alla nadjeżdżającego z końmi i otrzymałem od niego wielki złoty naszyjnik wysadzany koralami. Zrazu myślałem, że to łapówka od jakiegoś kupca z miasta, przeznaczona dla starego Rutilianusa. „O nie! — zaprzeczył Allo temu przypuszczeniu. — To podarek od Amala, Skrzydlatego Kołpaka, którego wyratowałeś pod Segedunum. Mówi o tobie, że jesteś prawdziwym mężczyzną”.

„I on też jest dzielnym mężczyzną. Powiedz mu, iż będę nosił ten podarek” — odrzekłem.

„E, Amal jest jeszcze młody i nierozważny, ale my możemy pogadać jak ludzie rozsądni. Otóż wasz cesarz dokonywa tak wielkich czynów w Galii, że Skrzydlate Kołpaki zapragnęły zostać jego przyjaciółmi, a raczej przyjaciółmi sług jego. Mniemają, że ty i Pertinax możecie prowadzić ich do zwycięstw”. Tu Allo spojrzał na mnie z ukosa, jak kruk jednooki.

„Wszak mówiłeś, Allo — odparłem — że jesteś ziarnem pomiędzy dwoma kamieniami młyńskimi. Bądź więc zadowolony, że mielą równo, i nie wtykaj między nie ręki”.

„Ja? — zawołał Allo. — Jednakową nienawiść czuję dla Rzymu, jak dla Skrzydlatych Kołpaków. Jeżeli jednak Skrzydlate Kołpaki dojdą do przekonania, że ty i Pertinax połączycie się kiedyś z nimi przeciwko Maximusowi, to zostawią was na jakiś czas w spokoju, póki się nie namyślicie. A przecie pewna zwłoka potrzebna jest i wam, i mnie, i Maximusowi. Jeżeli wasza wola, zaniosę pomyślną odpowiedź Skrzydlatym Kołpakom... coś takiego, nad czym będą musieli długo się namyślać. My, barbarzyńcy, jesteśmy wszyscy jednacy. Siedzimy przez pół nocy, roztrząsając każde słówko, jakie powie ktoś z Rzymian. Nieprawdaż?”

„Nie mamy ludzi, więc musimy walczyć słowami — rzekł Pertinax posłyszawszy, o co idzie. — Zdaj całą sprawę na mnie i na Alla”.

Przeto Allo zaniósł Skrzydlatym Kołpakom odpowiedź, iż nie będziemy z nimi walczyć, jeżeli oni nas zostawią w spokoju. Niewątpliwie byli nieco wyczerpani stratami, jakie ponieśli w bitwach na morzu, bo rychło zgodzili się na rozejm. Przypuszczam, że Allo, który jak każdy koniarz lubił łgarstwa, opowiedział im, że my pewnego dnia zamierzamy powstać przeciw Maximusowi, jak Maximus powstał przeciw Rzymowi.

Jakoż w ciągu najbliższych miesięcy przepuścili bez szwanku okręty ze zbożem, które posyłałem Piktom drogą północną. Przeto Piktowie byli syci przez całą zimę, a jam był rad temu, bo uważałem ich niemal za swoje dzieci. Wszystkiego wojska na Wale mieliśmy ledwie dwa tysiące, toteż pisałem wiele razy do Maximusa i prosiłem go... błagałem nawet... by przysłał mi choć jedną kohortę z moich dawnych wojsk północnobrytańskich. Ale on nie mógł się obejść bez nich. Były mu potrzebne do coraz to nowych zwycięstw w Galii.

Potem nadeszły o nim wieści, że pokonał i zgładził cesarza Gracjana. Wówczas, sądząc, że już mu teraz nie potrzeba pomocy, napisałem doń znowu, domagając się przysłania ludzi. Odpisał mi w te słowa: „Z tego listu dowiesz się, że na koniec załatwiłem porachunki z tym szczeniakiem Gracjanem. Nie zginąłby, gdyby się nie stropił i nie stracił głowy, co zawsze jest nieodpowiednią rzeczą dla cesarza. Donieś swemu ojcu, iż poprzestanę na kierowaniu dwoma mułami, gdyż o ile syn dawnego mego zwierzchnika nie uroi sobie, że powinien skruszyć mą potęgę, utwierdzę się na stanowisku cesarza Galii i Brytanii, a wtenczas wy, dzieci moje, dostaniecie tylu żołnierzy, ilu tylko wam będzie potrzeba. W chwili obecnej nie mogę wam przysłać ani jednego”.