— I co się stało z tym grubym starym wodzem, co miał pięciu kucharzy? — zapytała Una. — A co powiedziała matka, gdy przyszedłeś do domu?...
— Powiedziałaby pewnikiem, że za długo siedzicie nad tym starym dołem... i to jeszcze tak późno — ozwał się za nimi głos starego Hobdena, a potem jego szept:
— Psst!
Dzieci ujrzały starego ogrodnika, jak stanął niby skamieniały, gdyż o kilkanaście kroków od nich siedział na tylnych łapach okazały lis i przyglądał się dzieciom, jak gdyby był z dawien dawna ich przyjacielem.
— Tuś mi, mości mykito! — mruknął półgłosem Hobden. — Kiejbym tak umiał wybadać, co się mieści w twoim łebku, tobym niejedną piękną rzecz wiedział. Chodźcie ze mną, paniczu i panienko, bo właśnie będę zamykał kurnik.
Śpiew Piktów
Rzym, gdy stąpa, nie baczy po drodze
i nie zważa na żaden jęk głuchy,
gdy kopyta rumaków tak srodze
nasze głowy tratują i brzuchy...