mniej dla nich znaczy niż sielska sadyba,
gdzie o ich sławę nie troszczą się zgoła...
Cóż, że im w świecie hołdy towarzyszą?
Tu jakich widzą, takimi ich piszą... 156
W pewne dżdżyste popołudnie Dan i Una wyprawili się do małego młyna, by bawić się w korsarzy. Jeżeli ktoś nie zważa na szczury, biegające pod wiązaniem dachu, oraz na plewy owsa, sypiące się do obuwia, poddasze młyna jest miejscem niezwykle uroczym, zwłaszcza dzięki spuszczanym drzwiom tudzież widniejącym na każdej belce napisom wspominającym powodzie i zakochane pary. Światło tu dochodzi przez małe okienko, zwane „kaczym oknem”, z którego widać folwark Małe Lipy oraz miejsce, gdzie stracono Jacka Cade’a157.
Gdy wdrapali się na drabinę, wiodącą na poddasze, a zwaną przez nich „masztem koronnym” (nazwę tę wzięli z ballady o sir Andrzeju Bartonie, a Dan, wedle słów tejże ballady, „uchwycił się masztu silnie i zręcznie”), ujrzeli jakiegoś człowieka odzianego w śliwkowego koloru kaftan i obcisłe pluderki tejże barwy. Siedział na ramie kaczego okna i rysował coś pilnie w książce o czerwonych brzegach.
— Siadajcie! Siadajcie! — zawołał Puk siedzący na jednej z belek wsporowych. — Patrzcie, co znaczy być pięknym! Pan Henryk Dawe... przepraszam, Hal... powiada, że jestem wybornym modelem na maszkarę do rynny!
Nieznajomy uśmiechnął się i grzecznie uchylił aksamitnej czapeczki. Dzieci obaczyły, iż miał szpakowate włosy, zwichrzone w bujną czuprynę ponad czołem. Nie był młody... liczył sobie co najmniej czterdziestkę... ale oczy miał dziwnie młodzieńcze, choć otoczone wieńcem drobnych, zabawnych zmarszczek. U szerokiego pasa wisiała mu sakiewka z wyszywanej skóry, wyglądająca nader interesująco.
— Czy wolno się przypatrzyć rysunkowi? — zapytała Una wysuwając się naprzód.
— Ma się rozumieć! Ma się rozumieć! — odrzekł Hal robiąc im miejsce na oknie, po czym znów wziął w rękę srebrny sztyfcik i zabrał się do roboty. Puk siedział nieruchomo, a szeroki, jakby zamarły na ustach uśmiech nie zszedł z nich ani na chwilę przez cały czas, gdy zręczne i niemylne palce rysownika odtwarzały rysy Pukowej twarzy. Dzieci śledziły uważnie każdy ruch artysty. Naraz Hal wydobył z sakiewki trzcinowe pióro i zatemperował je małym nożykiem z kości słoniowej, wyrzeźbionym w kształcie ryby.