i tak się wam do starej, siwej Śmierci spieszy?

Upał był tak wielki, że nie można było biegać w miejscach nie ocienionych, toteż Dan uprosił starego przyjaciela, Hobdena, by przeniósł ich łódkę ze stawu na strumień płynący w głębi ogrodu. Na burcie łódki wymalowane było jej miano: „Stokrotka”, jednakże podczas wypraw w nie odkryte dotąd kraje zwano ją zawsze imieniem bardziej stosownym, na przykład „Złota Łania” albo „Długi Wąż”. Dan popychał ją i kierował przy pomocy okutego drążka (wioseł nie można było użyć z powodu wąskości strumienia), a Una odbijała się od brzegów tyczką od chmielu. Ilekroć trafili na miejsce zbyt płytkie, wysiadali z łódki (która już zdążyła nabrać wody na trzy cale) i holowali ją sznurem poprzez mielizny, gdy zaś znaleźli się poza ogrodem, gdzie brzegi były gęsto zarośnięte, jęli posuwać się pod prąd, chwytając się zwisających nisko gałęzi.

Tego dnia mieli zamiar odkryć Przylądek Północny za przykładem „starego wilka morskiego, Othere’a”, opiewanego w jednym z wierszy książki, którą Una zabrała ze sobą. Ze względu jednak na panujące gorąco odstąpili od tego zamiaru i wybrali się w górę Amazonki, ku źródliskom Nilu. Nawet tam, gdzie cień słał się na wodzie, powietrze było skwarne i ociężałe od usypiających zapachów, a już poza obrębem cienia, gdzie drzewa nie dawały dostatecznej osłony, żar słoneczny prażył łąkę wprost nielitościwie. Zimorodek zdrzemnął się na swej zielonej strażnicy, a kosy ledwie że ważyły się zalatywać w sąsiednie zarośla. Nie licząc wodnych kurek i wielkiego, czerwonego admirała71, który nadleciał tu z osłonecznionej łąki, by orzeźwić się kropelką wody, jedynymi czynnymi istotami były łątki72, co krążyły wokoło, cichuśko pobrzękując skrzydełkami.

Gdy dotarli do Stawu Wyder, „Złota Łania” osiadła wygodnie na mieliźnie, oni zaś ułożyli się pod stropem gęstej zieleni, przyglądając się wodzie, co przelewając się poprzez śluzę, spływała omszałą ceglaną rynienką od młynówki73 ku strumykowi. Wielki pstrąg — dobrze znany dzieciom — wynurzał z wody łeb i skrzela, uganiając za jakąś muchą krążącą koło zakrętu. W jednomiernych odstępach czasu powierzchnia wody podnosiła się o ćwierć cala, zakrywając mokre kamyki pobrzeżne, a czuby drzew kołysały się z leciuchnym szelestem, po czym znów było słychać tylko ciche szemranie i pluskot płynącej wody.

— Prawda, że wydaje się, jak gdyby cienie wiodły z sobą rozmowę? — odezwała się Una, która dotąd nawet nie zaczęła czytać.

Dan nie zwrócił uwagi na jej zapytanie i przechyliwszy się przez burtę łodzi, zanurzał ręce w wodzie. Naraz posłyszeli kroki na grobli, wybiegającej na środek stawu, i spostrzegli podchodzącego ku nim pana Ryszarda Dalyngridge.

— Aza74 niebezpieczną odbyliście wyprawę? — zapytał z uśmiechem.

— Łódź nasza bardzo ucierpiała — odrzekł Dan. — Ale lato takie suche, że prawie nie ma wody.

— Tak, tak! Strumień ten był szerszy i głębszy w tych czasach, gdy moje dzieci bawiły się tu w duńskich korsarzy. Zali75 wy teraz jesteście korsarzami?

— O nie! Od wielu lat przestaliśmy bawić się w korsarzy — wyjaśniła Una. — Jużeśmy z tego wyrośli. Teraz prawie zawsze bywamy odkrywcami... takimi, rozumiesz, co to objeżdżają ziemię wokoło.