„Nie, nie masz tu nic takiego — odrzekł Hugo. — Za to mieści się tu osobista prośba Gilberta do głównego knowacza owych fortelów, Fulkona”.

„Aha! — rzecze De Aquila. — Zgadywałem od razu, iż Fulkon maczał w tym palce. Jakaż jest cena krwi mojej?”

„Gilbert zanosi prośbę, by, skoro nasz pan, dziedzic na Pevenseyu, zostanie wyzuty ze swych włości na podstawie tych zeznań, jakie on, Gilbert, gromadził z trudem i lękiem...”

„To prawda, że z trudem i lękiem — odpowiedział De Aquila wciągając oba policzki. — Ale jakże świetną bronią jest pióro! Muszę nauczyć się jego użytku!”

„Otóż on prosi, by Fulkon przeniósł go z obecnego stanowiska na nową godność kościelną, którą mu był przyobiecał. Żeby zaś Fulko nie zapomniał, co to za godność, pod ową prośbą umieszczono podpis: »Przyszły zakrystian klasztoru Battle«”.

De Aquila zagwizdał pod nosem i rzekł: „Człowiek, który knuje spisek przeciwko jednemu panu, może spiskować i przeciw drugiemu. Gdy utracę moje posiadłości, Fulko rychło zetnie głowę memu durnemu Gilbertowi. Swoją drogą przydałby się nowy zakrystian w klasztorze battleńskim. Doniesiono mi, że opat Henryk nie umie tam gospodarzyć”.

„Niech no jeszcze opat zaczeka — odrzekł Hugon. — Zważmy, że głowy nasze i nasza własność znalazły się w niebezpieczeństwie. Ten pergamin zawiera jedynie część wtórą całej opowieści. Pierwsza część powędrowała już do Fulkona, a odeń do króla, który uważać nas będzie za zdrajców”.

„Nie masz wątpienia — przyznał De Aquila. — Pierwszą część zabrał wysłannik Fulkona, poczęstowany w on wieczór jadłem przez Gilberta. Nasz król tak jest osaczony przez brata i swych baronów (niezupełnie zresztą z swej winy), iż stał się podobien szalonemu w swej podejrzliwości. Fulko jest jego zausznikiem i wlewa mu w ucho truciznę. Ninie król oddaje mu w darze moje i wasze włości. Nic w tym nowego. Już tak nieraz bywało!” To rzekłszy przechylił się w tył i ziewnął.

„A ty chcesz bez słowa i bez boju oddać Pevensey? — spytał Hugon. — Zatem my, Sasowie, będziemy walczyć z twym królem! Pójdę do Dallingtonu, by ostrzec mego siostrzeńca. Dawaj mi konia!”

„Tobie należałoby dać konika drewnianego i grzechotkę — odrzekł De Aquila. — Włóż pergamin na dawne miejsce i przysyp go popiołem. Jeżeli Fulko odzierży po mnie Pevensey, który jest bramą Anglii, cóż on pocznie z tym nabytkiem? On w sercu pozostał Normańczykiem i serce jego pozostało w Normandii, gdzie będzie mógł mordować swych chłopów, jako mu się żywnie podoba. Przeto otworzy wrota Anglii naszemu ślepemu Robertowi, jako byli usiłowali Odo i Mortain, a wówczas będzie nowe lądowanie i nowa bitwa pod Santlache. Dlatego to ja nie mogę zrzec się Pevenseyu!”