Nagle Jaśko porwał się i z całej siły uderzył w rękę Gilberta pochwą swego puginału. „Wara! — krzyknął. — On połyka swoje paciorki!”

„Pewno to trucizna — rzekł De Aquila. — Miewają ją przy sobie ludzie, którzy wiedzą nazbyt wiele. Sam przez trzydzieści lat ją nosiłem. Dawać mi ją tutaj!”

Wówczas Gilbert jął płakać i lamentować. De Aquila wziął różaniec w rękę i zaczął przesuwać paciorki. Ostatni z nich (a jakom wam mówił, były to wielkie orzechy) otworzył szpilką, a wewnątrz znalazł maluchny zwitek pergaminu z napisem: „Stary pies idzie do Salisbury, by dostać cięgi. Zawładnąłem jego budą. Przybywaj czym prędzej”.

„To gorsze niż trucizna” — rzecze De Aquila głosem nader uprzejmym i wciągnął policzki w zamyśleniu. Wówczas Gilbert jął tarzać się po ziemi i opowiadać nam wszystko, co wiedział. List, jakośmy zawczasu zgadywali, był od Fulkona dla księcia — a nie był to pierwszy list, jakie pisywali do siebie. Fulko podał go Gilbertowi w kaplicy, a Gilbert miał go zanieść rankiem do łodzi rybackiej, która krążyła między Pevenseyem i wybrzeżem francuskim. Kłamcą i obłudnikiem był ów Gilbert, jednakże wśród swych jęków i dreszczów trwogi znalazł chwilę sposobną, by poprzysiąc, że właściciel onej łodzi, stojącej właśnie w przystani, nie wiedział nic o całej sprawie.

„Przezywał mnie klechą-plechą — skarżył się Gilbert — i rzucał we mnie odpadkami sztokfisza, ale mimo wszystko nie jest ci on zdrajcą!”

„Nie ścierpię, by który z mych pisarzy doznawał zniewagi lub obelgi! — rzecze na to De Aquila. — Onego żeglarza przywiążę do masztu jego własnej łodzi i każę osmagać! Napisz mi wpierw list, jaki ci podyktuję, a jutro zaniesiesz go, wraz z nakazem chłosty, na ową łódź”.

Wówczas Gilbert rzucił się całować De Aquilę po rękach (nie spodziewał się był bowiem, że dożyje dnia następnego), a gdy już go drżączka opadła, jął pisać list jakoby od Fulkona do książęcia, oznajmując, że psiarnia (co znaczyło: Pevensey) jest zamknięta i że stary pies (którym miał być De Aquila) broni do niej dostępu, a co najgorsza, wszystko się wydało.

„Jeżeli się komu napisze, że wszystko i wyszło na jaw — zauważył De Aquila — to choćby był papieżem, będzie miał sny niespokojne. Prawda, Jaśku? Co byś ty począł, gdyby ci kto powiedział, że wszystko na jaw wyszło?”

„Ano, uciekłbym — odpowiedział Jaśko. — A nużby się to bowiem okazało prawdą!”

„Dobrze mówisz — rzecze De Aquila. — Pisz, Gilbercie, że wielki graf Montgomerry zawarł pokój z królem i że mały D’Arcy, którego nie lubię, został powieszony za pięty. Damy Robertowi wielką pigułę do spożycia. Napisz mu też, że Fulkon śmiertelnie choruje na wodną puchlinę”.