— Mój Ty Boże! — rzekł z pewnym roztargnieniem wielebny John.
Dopiero w kilka lat później Beetle zrozumiał, że okrzyk ten oznaczał podziw raczej dla jego naiwności niż zmysłu spostrzegawczego. Nauczyciele, odwiedzając się wzajemnie, przechodzili o wszystkich godzinach nocy przez długie, jasne sypialnie, bez rolet i na przestrzał otwarte. Istotnie, kawalerowie kładą się znacznie później spać niż ludzie żonaci. Beetle nie przypuszczał nawet, że to bezustanne krążenie po sypialniach miało swój powód.
— Ale à propos sekatur73 — zaczął znów wielebny John. — Musieliście się nacierpieć niemało jako mikrusy!
— Pewnie! Straszne były z nas zwierzaki — mówił Beetle, spoglądając pogodnie w otchłań dzielącą jego szesnasty rok życia od jedenastego. — Mój Boże, ale też wtenczas byli okrutni tyrani — Fairburn, „Gobby” Maunsell...
— Pamiętasz, jak Gobby przezwał nas „Trzy ślepe myszy”, kazał nam włazić na szafę i śpiewać tam, a sam bombardował nas kałamarzami? — rzekł Stalky. — To byli prawdziwi tyrani, jakby się kto pytał.
— Czegoś podobnego dziś już nie ma — zapewnił pogodnie M’Turk.
— Otóż co to, to się mylicie. Jak nas nie boli, jesteśmy zawsze przekonani, że wszystko jest w porządku. Sam nieraz zastanawiam się nad tym, czy sekowanie ustało już, czy nie.
— Mikrusy sekują się strasznie — oświadczył Beetle. — Ale uczniowie wyższych klas obkuwają się podobno do egzaminów. Nie ma czasu na sekaturę.
— Co się stało? Co Padre chce powiedzieć? — zawołał Stalky, wpatrując się badawczo w twarz kapelana.
— Ja mam wątpliwości!