To mówiąc, położył na stole złożony we czworo arkusz papieru i wyszedł z surową miną.

— To ich rezolucja! — domyślił się Beetle. — Niech który z was przeczyta. Mnie się śmiać chce na sam widok tego papieru.

Stalky ostrożnie powąchał papier i rozłożył go.

— Phi! Phi! Słuchajcie!

Klasa z bólem i pogardą dowiaduje się o pełnym obojętności stanowisku kolegów z pracowni Nr 5 wobec zniewag i obelg rzucanych klasie Mr. Prouta na zgromadzeniu, które miało miejsce w sali Nr 12, i w myśl rezolucji uczniów klasy uchwala tej pracowni naganę.

— A ona powalała mi krwią całą koszulę! — rzekł Beetle.

— Śmierdzę wciąż kotem, mimo że dwa razy już się myłem! — odezwał się M’Turk.

— A ja o mało nie złamałem parasola Beetle’a, wpychając kicię tam, gdzie ma dojrzeć!

Nie mieli już sobie nic więcej do powiedzenia, ale mogli się jeszcze śmiać. Tej nocy w sypialni próbowano manifestować przeciw nim; odpowiedzieli natychmiast.

— Widzicie — zaczął Beetle łagodnym głosem, zdejmując szelki. — Wszystko pochodzi stąd, że wy jesteście kupą skończonych osłów. Macie zupełnie ptasie mózgi. Powtarzaliśmy wam to chyba nieraz!