U schyłku dnia przywołał człowiek i konia, i psa, i woła i rzekł:
— O, wy trzej, wy moi trzej, bardzo mi was żal (zwłaszcza że ziemia i wszystko, co istnieje, jest całkiem nowe), ale ten zwierz „grrrb” z pustyni widocznie nie może pracować, gdyż inaczej byłby już tutaj. Dam mu więc spokój, zaś wy musicie dwa razy tyle pracować, aby go zastąpić.
To ogromnie rozgniewało tę trójkę (zwłaszcza że ziemia i wszystko, co istnieje, było całkiem nowe), więc na skraju pustyni odbyli palaver28 (zebranie) i dochodzenie, i sąd pięciu mężów29, i pow-wow30.
I przyszedł wielbłąd, żując mlecze, i był bezwstydnie leniwy, i wyśmiał ich wszystkich. A potem rzekł:
— Grrrb! — I odszedł sobie.
Wtem zjawił się dżin31, zawiadujący wszystkimi pustyniami; przyleciał w obłoku kurzu (dżiny zawsze podróżują w ten sposób, gdyż to są czary) i zatrzymał się przy palaverze i pow-wow owej trójki.
Na tym obrazku widzisz dżina rozpoczynającego czar, który wywołał garb na grzbiecie wielbłąda. Najpierw nakreślił palcem w powietrzu linię, a linia stężała, potem uczynił obłok, a potem jajko; wszystko to widać na dolnej części obrazka — a potem powstała z tego magiczna dynia, która się przemieniła w olbrzymi, biały płomień. Potem dżin wziął swój czarodziejski wachlarz i rozdmuchiwał nim płomień tak długo, dopóki tenże nie przemienił się w czar. Był to czarownik zdolny i istotnie bardzo uprzejmy, aczkolwiek wyczarował wielbłądowi na grzbiecie garb, chcąc go ukarać za jego lenistwo. Bowiem dżin wszystkich pustyń jest najmilszy ze wszystkich dżinów i nigdy nie byłby uczynił32 czegoś naprawdę nieprzyjemnego.
— Dżinie wszystkich pustyń! — przemówił koń. — Czy to tak być powinno, aby ktoś próżnował33, chociaż ziemia i wszystko, co istnieje, jest całkiem nowe?
— Oczywiście nie — odparł dżin.