Panna d’Entragues, urażona sposobem, w jaki Bassompierre wykręcał się od małżeństwa z nią, rzekła: „Jesteś pan najgłupszym człowiekiem na Dworze. — Widzi pani sama, że nie”, odparł.

Diderot, spostrzegłszy, że człowiek, którym się interesował, jest złodziejem i że okradł jego samego, poradził mu, aby opuścił kraj. Ów skorzystał z rady i Diderot nie słyszał o nim dziesięć lat. Po dziesięciu latach słyszy, że ktoś gwałtownie dzwoni. Idzie otworzyć, poznaje gościa i ze zdziwioną miną wykrzykuje: „Ha, ha, to pan!” Ów odpowiada: „Dalibóg, niewiele brakowało”. Odgadł, iż Diderot dziwi się, że go nie powieszono.

Pan de..., namiętny gracz, przegrał w jednym rzucie kości cały swój roczny dochód: tysiąc talarów. Posłał z prośbą o pożyczenie mu ich do pana N..., swego przyjaciela, który znał jego namiętność i chciał go z niej wyleczyć. Przesłał mu następujący oblig: „Proszę pana X, bankiera, aby wypłacił panu de... sumę, jakiej zażąda, aż do wysokości mego majątku”. Ta straszliwa i szlachetna lekcja odniosła skutek.

Wychwalano Ludwika XIV przed królem pruskim. Ten odmawiał mu wszystkich cnót i talentów. „Przynajmniej Wasza Królewska Mość przyzna, że dobrze grał króla. — Nie tak dobrze jak Baron80 odpowiedział cierpko król pruski.

Pewna dama była w teatrze na Merope i nie płakała, czemu się wszyscy dziwili. „Płakałabym chętnie, rzekła, ale mam proszoną kolację”.

Kiedy papież rozmawiał z cudzoziemcem o cudach Włoch, ów rzekł niezręcznie: „Widziałem wszystko, z wyjątkiem conclave81, które rad bym bardzo widzieć”.

Henryk IV oryginalnie wziął się do rzeczy, aby ambasadorowi hiszpańskiemu dać poznać charakter swoich trzech ministrów: Villeroi, prezydenta Jeannin i Sully. Najpierw, wezwał pana Villeroi: „Widzisz tę belkę, która grozi zawaleniem? — Oczywiście, rzekł Villeroi, nie podnosząc głowy, trzeba naprawić, zaraz dam rozkazy”. Wezwał potem prezydenta Jeannin: „Trzeba będzie zbadać”, odparł. Przyszedł Sully, spojrzał na belkę: „Ech, królu, skąd, jak? Ta belka przetrwa nas obu”.

Dewot pewien, występując przeciwko ludziom, którzy roztrząsają artykuły wiary, rzekł naiwnie: „Panowie, prawdziwy chrześcijanin nie roztrząsa tego, w co mu każą wierzyć. To tak jak z gorzką pigułką; jeżeli zaczniesz gryźć, nigdy nie przełkniesz”.

Regent rzekł do pani de Parabère, dewotki, która, aby mu się przypodobać, odezwała się niezbyt po chrześcijańsku: „Darmo się silisz, i tak będziesz zbawiona”.

Pewien kaznodzieja mówił: „Kiedy ojciec Bourdaloue kazał w Rouen, narobił tam wiele zamętu: rękodzielnicy rzucali swoje warsztaty, lekarze chorych, etc. Ja kazałem tam następnego roku; wszystko wróciło do porządku”.