Pani du Deffand mówiła do księdza d’Aydie: „Przyznaj, że jestem teraz kobietą, którą kochasz najbardziej”. Labuś92, zastanowiwszy się chwilę, rzekł: „Przyznałbym chętnie, byle pani nie wyciągała z tego wniosku, że ja niczego nie kocham”.

Księżna de B... protegowała księdza de C..., dla którego uzyskała miejsce wymagające talentów. Dowiedziała się, że publiczność ubolewa, iż tego miejsca nie otrzymał pan L... B..., człowiek niezwykłej wartości. „Ba! rzekła, tym lepiej, że mój protegowany dostał to miejsce bez zasługi; widać z tego, jakie mam wpływy”.

Pan Baujon, wniesiony przez służbę do swego salonu, gdzie znajdowała się wielka ilość dam nazywanych jego kołyskami, rzekł bełkocąc; „Cieszcie się, panie, to nie apopleksja93, to paraliż”.

Pytano służącego hrabiego Cagliostro, czy to prawda, że jego pan ma trzysta lat. Odpowiedział, że nie umie powiedzieć, ile że94 jest dopiero od stu lat w jego służbie.

Szarlatan wróżył ludkowi. Mały czyściciel butów zbliża się w łachmanach, prawie boso, i daje mu jednego su drobnymi. Szarlatan bierze i mówi: „Moje drogie dziecko, masz wielu zawistnych”. Dzieciak przybiera smutną minę. Szarlatan dodaje: „Nie chciałbym być na twoim miejscu”.

Książę Conti, widząc światło w garsonierze księcia de Lauzun, wszedł i zastał go między dwiema olbrzymkami z jarmarku, które sobie sprowadził. Został na kolacji i napisał do księżnej Orleanu, u której miał wieczerzać95: „Poświęcam pani towarzystwo dla dwóch większych pań od ciebie”.

Pewien ksiądz napisał do pani de Créqui o śmierci pana de Créqui-Canaple, zawziętego niedowiarka: „Jestem niespokojny o zbawienie jego duszy, że jednak wyroki boże są niezbadane i ponieważ zmarły miał zaszczyt należeć do pani domu, etc.”

Diderot, widząc w Rosji klasę chłopów niewolnych zwanych mużykami, straszliwie biednych, jedzonych przez robactwo, etc., odmalował ten potworny obraz carycy, która rzekła: „Jak pan chce, aby dbali o dom, skoro są tylko lokatorami?” W istocie, chłop rosyjski nie jest panem swojej osoby.

Pewien wojskowy, który często bił się w pojedynku, będąc w Paryżu ofiarował staremu generałowi szpadę, którą mu bardzo zachwalał. W kilka dni później odwiedził go i rzekł: „No i cóż, generale, jakże ci się wydaje96 ta szpada?” Przypuszczał, że ten już jej użył w paru spotkaniach.

Słyszałem o błaźnie dworskim, widocznie bardzo rozsądnym, który mówił: „Nie wiem, czemu się to dzieje, ale koncepty przychodzą mi zawsze tylko na ludzi w niełasce”.