Karol Śmiały, książę Burgundii, wziął sobie za wzór Hannibala, którego cytował bez ustanku. Po bitwie pod Morat, gdzie księcia pobito, błazen, który mu towarzyszył w ucieczce, powtarzał od czasu do czasu: „A to nas ładnie zhanibalizowali!”

Król pruski obsypywał łaskami pewnego oficera, którego pominął wszakże w awansie piechoty. Oficer żalił się na to, a skargi jego powtórzył królowi donosiciel, któremu król odpowiedział: „Ma rację, że się żali; ale nie wie, co ja chcę zrobić dla niego. Idź, powiedz mu, że wiem wszystko, że mu przebaczam, ale że nie żądam, aby przebaczył tobie”. W istocie, zainteresowany oficer dowiedział się o tej historii, co spowodowało pojedynek na pistolety, w którym donosiciel padł. Później król dał pułk oficerowi pominiętemu w pierwszym awansie.

Król pruski znalazł po wzięciu Drezna wiele butów i peruk hrabiego Brühla. „Bardzo dużo butów, rzekł, jak na człowieka, który nigdy nie siedzi na koniu, i bardzo dużo peruk na człowieka, który nie ma głowy”.

Kiedy mieszkańcy Berlina wznieśli trzy łuki tryumfalne swemu królowi po powrocie z ostatniej kampanii w wojnie siedmioletniej, ów ogłosił pod pierwszym łukiem zniesienie jednego podatku, pod drugim łukiem zniesienie drugiego, a pod trzecim łukiem zniesienie wszystkich podatków.

Król pruski, kazawszy Żydom narobić fałszywej monety, zapłacił im umówioną sumę w monecie, którą świeżo zrobili.

Wielki pan rosyjski wziął za nauczyciela dla dzieci Gaskończyka, który nauczył swoich wychowanków tylko po baskijsku — jedyny język, jaki znał. To spowodowało zabawną scenę za pierwszym razem, kiedy się znaleźli w towarzystwie Francuzów.

Marszałka de Luxembourg, trzymanego dwa lata w Bastylii pod pozorem oskarżenia o magię, wypuszczono, aby objął dowództwo armii. „Potrzeba jeszcze magii”, rzekł z uśmiechem.

Holender, źle mówiący po francusku, miał zwyczaj odmieniać po cichu słowa, jakich użyli ci, z którymi rozmawiał. Pewien brutal rzekł doń: „Pan sobie kpi ze mnie”. Zaczął odmieniać: „Ja sobie kpię, etc. — Wyjdźmy, rzekł tamten. — Ja wyjdę, ty wyjdziesz, etc. — Stawaj w pozycji. — Ja staję, ty stajesz”. Biją się „Masz. — Ja mam, ty masz, on ma, etc.”

Pewien żołnierz, który nie pamiętał już, do jakiej religii należy, zraniony śmiertelnie w armii złożonej z katolików, lutrów i kalwinów, spytał jednego z kamratów, która religia jest najlepsza. Ów, który również o to niewiele się troszczył, rzekł, że nie wie i że trzeba się poradzić kapitana. Kapitan, gdy go zapytano, odrzekł, że dałby chętnie sto talarów, aby to wiedzieć.

Księżna de Maine, mając pilny interes do księdza de Vaubrun, każe swemu lokajowi odszukać go, gdziekolwiek by się znajdował. Ów idzie i dowiaduje się ku wielkiemu swemu zdumieniu, że ksiądz de Vaubrun odprawia mszę w tym a tym kościele. Podchodzi do księdza wracającego od ołtarza i mówi mu to, co miał polecone, okazawszy zdziwienie, że widzi go odprawiającego mszę. Ksiądz, który był wielkim niedowiarkiem, rzekł: „Błagam cię, nie mów księżnej, w jakim stanie mnie znalazłeś”.