Trzy!

Ale nie byli to strzelcy, jeno wesołe panienki z Bergi i piękne córki sędziego z Munkerudu. Niosły torebki z jadłem na końcach lasek, trzymając je jak karabiny, i szły śpiewając miarowo:

Raz, dwa, trzy,

Idą strzelcy — ziemia drży,

To värmlandzkie idą lwy,

Raz, dwa,

Raz, dwa,

Trzy!

— Dokądże to Bóg prowadzi, mistrzu Juliuszu? — spytały spotkawszy go, nie zważając na chmurę troski przysłaniającą mu czoło.

— Odchodzę z przybytku grzechu i próżności! — odparł. — Nie chcę dłużej żyć pośród nierobów i urwipołciów! Wracam do matki mojej!