— Szukamy błękitnookiej, czarnowłosej dziewczyny, która poszła do lasu, aby umrzeć. Od tygodnia jej nie ma.

— Czemuż chciała umrzeć w lesie? Była głodna czy nieszczęśliwa?

— Głodu nie cierpiała, ale z wiosną spotkało ją nieszczęście. Zakochała się w szalonym proboszczu, Göście Berlingu. Nie znała lepszego. Bóg jej odjął rozum.

— Tak... oczywiście, musiał jej widać Bóg rozum odebrać.

— Tej wiosny zdarzyło się nieszczęście. Gösta nie zwracał na nią od owej pory żadnej uwagi. Ale wówczas obiecał, że ją poślubi. Był to tylko przelotny żart, ale dziewczyna nie mogła się uspokoić, chodziła ciągle do Ekeby i włóczyła się za nim wszędzie. On zaś znudził się nią i gdy przyszła raz jeszcze poszczuto ją psami. Od tego dnia nikt jej nie widział.

— Dalejże, ludzie! Idzie o życie człowieka, dziewczyna poszła do lasu umrzeć. Może już zmarła, a może wędruje nie mogąc znaleźć drogi. Las wielki, a Bóg jej odebrał rozum!

— Łączcie się z pochodem, zostawcie owies w stertach, aż się wysypie nikłe ziarno, niech ziemniaki gniją w ziemi, puśćcie konie, by nie zginęły w stajniach z pragnienia, otwórzcie obory, by krowy mogły na noc wrócić pod dach, i zabierzcie dzieci, gdyż Bóg je miłuje. On sprzyja malcom, kieruje ich krokami, więc niech pomagają tam, gdzie rozum ludzki ustaje.

— Chodźcież wszyscy, mężczyźni, kobiety i dzieci! Któż by się ośmielił zostać w domu? Może Bóg właśnie nim się posłuży. Chodźcież wszyscy potrzebujący miłosierdzia, by dusza wasza nie błądziła kiedyś w pustkowiu, nie znajdując pokoju. Chodźcie. Bóg jej odebrał rozum, a las jest wielki.

Ach, któż zdoła odnaleźć miejsce, gdzie najgęściej rosną jodły i miękki mech? Czyż nie leży tam coś czarnego tuż pod skałą? To pewnie mrowisko. Niech będzie pochwalony ten, co wiedzie bezrozumnych. To pewnie mrowisko.

Cóż to za pochód! Nie jest to korowód strojny na cześć zwycięzcy, ścielący mu kwiaty i witający okrzykami, nie jest to procesja biczowników śpiewających psalmy w drodze do Świętego Grobu ani rzesza wychodźców szukających nowych siedzib. Nie jest to wojsko, jeno gromada chłopów w odzieży roboczej z samodziału i wytartych fartuchach oraz kobiet z pończochami i drutami w rękach i dziećmi uczepionymi na plecach czy u spódnic.